Milion małych zapalników

Nie tak dawno pisałam o tym, jak złość zastąpiła mi większość emocji. Pracuję nad tym i od jakiegoś czasu faktycznie mogę mówić, że jestem szczęśliwa zamiast akurat nie czuję złości albo nie jestem nieszczęśliwa. Mimo to ta złość wciąż się pojawia – uczę się odróżniać, kiedy faktycznie mam do niej jakiś ważny powód, a kiedy ważny, ale wynikający z jakiegoś nieprzepracowanego tematu albo działający tylko jako mechanizm obronny. Jednocześnie walczę też o to, żeby tej złości nie bagatelizować i kiedy się pojawia, nie wmawiać sobie, że to nic i że wciąż mam świetny humor. Rozmawiam z tą moją złością i ustalam, po co przyszła – a wybuchów w ciągu dnia mam naprawdę sporo. Może nie aż milion i nie wszystkie są spektakularne, ale zdarzają się. Powody są często takie same i choć ja pracuję nad sobą, żeby siebie zmienić, to mam wrażenie, że świat się nie zmienia i powody zostaną.

Granice w sieci

Pamiętam, jak kilka lat temu Karolina Ziętek opublikowała filmik, w którym informowała swoich widzów, że niedawno się rozwiodła. Bardzo mnie on poruszył, bo naprawdę było w nim mnóstwo trudnych emocji, które youtuberka starała się trzymać na wodzy, próbując jednocześnie opowiedzieć o zmianach w swoim życiu. Ale jeszcze bardziej pamiętam z tego filmiku, jak bardzo zaskoczyło mnie, kiedy Karolina wspomniała, że już kilka widzek zauważyło, że nie nosi obrączki i pytało, czy wszystko w porządku. I tu się zatrzymałam, bo ja nie zwróciłam na to zupełnie uwagi – włączałam filmiki, żeby oglądać makijaże i nie zastanawiałam się nad niczym poza tym. Nie wiem, czy taka ze mnie słaba obserwatorka, czy może za bardzo skupiam się na swoim życiu. Czy ze mną jest coś „nie tak”, bo zwracam uwagę tylko na treść, po którą przyszłam, czy coś jest „nie tak” z ludźmi, którzy wyłapują to wszystko, co dzieje się dookoła tej treści?

Pani Od Polskiego

Pamiętam, jak wróciłam kiedyś ze szkoły oburzona. To był początek czwartej klasy, kiedy pojawiło się już rozróżnienie na przedmioty. Moje oburzenie wynikało z faktu, że Pani Od Polskiego kazała napisać opowiadanie na 12 – 15 zdań. DWANAŚCIE – PIĘTNAŚCIE!!! Horror! Jak rozciągnąć na tyle zdań treść, którą można zawrzeć w trzech – czterech?! To było niewykonalne.

Pod płaszczykiem złości

Zawsze wydawało mi się, że jestem nerwowa i że mam trudny charakter. Mnóstwo sytuacji wyprowadzało mnie z równowagi, począwszy od budzika, który przerywał sen i zwiastował kolejny dzień w szkole, przez zagadnienia, których nie rozumiałam i relacje, które się kończyły, aż po tatę, który prawdopodobnie miał lada moment wrócić pijany. Ta złość wydawała mi się naturalnym elementem życia. Bo życie po prostu nie jest łatwe, trzeba sobie z tym jakoś radzić, nie ma się co mazać.

Anastazja

Ja i moja babcia nie mamy za głębokiej relacji. Wizyty u niej zawsze traktowałam raczej jako obowiązek. Męczyło mnie słuchanie o tym, co ją boli i kto umarł. Podczas jednego ze śniadań wielkanocnych babcia jak zwykle narzekała. Nagle zamilkła, a po chwili oznajmiła: „a pierwszego męża mojej mamy to zastrzelił organista”. Masz moją uwagę, babciu!

Spowiedź opiekunki psa

„Pies to duża odpowiedzialność. Trzeba z nim wychodzić na spacery”. Powtarzano mi to bardzo często. I że nie wolno psów tarmosić za uszy – wiadomo. Ale chodzi o to, że lista obowiązków związanych z psem kończyła się na tym jednym punkcie – na spacerach. Które przecież są najlepsze ze wszystkich! A mimo to nigdy nie były przedstawiane jako super forma odpoczynku. Nie, to zawsze był obowiązek.

Po prostu przyjaźń

Od zawsze byłam uczona, że przyjaźń to mocne słowo, że to relacja, która nigdy się nie kończy. Czułam, że trochę nie wolno mi nazywać, przyjaciółkami koleżanek z przedszkola albo ze szkoły, choć one wzajemnie tak siebie nazywały. One się przyjaźniły, ja się kolegowałam. Dorośli (słusznie) przewidywali, może to nie będą zbyt trwałe relacje i przyjaźń to za mocne słowo. Choć może gdyby nie ich przewidywania, wymiana spojrzeń i sugestywny ton, po prostu bym się przyjaźniła, zamiast dogłębnie analizować swoje relacje – na tyle, na ile może to robić siedmiolatka.

Napisane na kolanie

Od jakiegoś czasu mam pustkę w głowie. W chwilach, kiedy muszę pracować, wysyłać maile i odbierać telefony mam najwięcej luźnych myśli – a nie mam ich kiedy złapać i choćby na szybko wpisać do Google Keep. Z kolei kiedy myślę sobie, że okej, to jest ten moment, siadam i piszę, standardowo słyszę cykanie świerszczy.

Playlista

To prawda, że często potrzebuję ciszy – zwłaszcza po takim dniu pracy, kiedy telefony ciągle dzwonią i mam dość nie tylko cudzych głosów, ale też swojego. Ale jest taki rodzaj nie-ciszy, która zupełnie mi nie przeszkadza.