Nie lubię gdybać. Czasu i tak nie da się cofnąć. Wprawdzie czasem jakaś wizja "co by było, gdyby..." nie chce się odczepić, ale nie lubię ich karmić. Mimo to jest kilka rzeczy, które chciałabym wiedzieć/uświadomić sobie wcześniej - to ułatwiłoby mi życie i relacje.

#1 Ludzie przychodzą i odchodzą

Z jakiegoś powodu żyłam w przekonaniu, że jeżeli uznam kogoś za swojego przyjaciela to zostanie ze mną na zawsze. A jeżeli się zakocham, to z wzajemnością i na całe życie. Może słyszałam tylko dobre scenariusze, może za mało przebywałam wśród rówieśników… W każdym razie strasznie przeżywałam, kiedy kontakt z kimś, kto był mi bliski, zaczynał się urywać. Zwyczajnie nie rozumiałam, co się dzieje i dlaczego – i oczywiście zastanawiałam się, co zrobiłam nie tak, szukałam winy w sobie.

Potrzebowałam mnóstwa czasu, żeby zrozumieć, że zwyczajnie ludzie się zmieniają – czasem w podobny sposób, a czasem w kompletnie różny i wtedy ich drogi się rozchodzą. Dziś już tak nie opłakuję rozluźniających się więzi i o każdej z nich myślę raczej ciepło, bo każda wniosła jakieś doświadczenie w moje życie.

Nawiązywanie znajomości przychodzi mi teraz dość łatwo, ale zwykle mija trochę czasu, zanim nazwę kogoś przyjacielem. Z drugiej strony nie uważam, że trzeba trwać w relacji 20 lat, żeby móc ją nazywać przyjaźnią. W końcu czasem z jedną osobą możemy w kilka tygodni nawiązać taką więź porozumienia, z jaką z kimś innym nawiązywaliśmy kilka miesięcy.

#2 Zmiany są okej

W końcu cały czas się uczę. Gdybym za 5 lat czy nawet za rok miała dokładnie takie same poglądy jak dziś, to mogłoby oznaczać, że przestałam myśleć.

Kiedyś wydawało mi się jednak, że moje wybory są na zawsze – jak wybiorę ulubiony gatunek muzyczny to będę go musiała słuchać całe życie. Jak wybiorę kierunek studiów to będzie on musiał być od razu strzałem w dziesiątkę, bo przecież go nie zmienię. A później pójdę do pracy, w której spędzę całe swoje zawodowe życie, aż do emerytury.

To podejście w końcu zaczęło wprawiać mnie w jakiś dziwny paraliż decyzyjny, bo żadna opcja nigdy nie była idealna, zawsze były jakieś minusy – a przecież nie można się pomylić.

Na szczęście w końcu doszłam do tego, że można zmieniać zdanie, próbować, szukać – to jest okej! Sam ten proces bywa ciekawy i ekscytujący! Ale do dziś niechętnie chwalę się swoimi planami, żeby nie musieć się tłumaczyć w razie ewentualnej zmiany zdania.

#3 Nie istnieje jedyny słuszny przepis na życie

W sumie od małego znałam ścieżkę, którą pójdę. Podstawówka, gimnazjum, liceum, studia, praca, ślub…

Byłam w totalnym szoku, kiedy okazało się, że te studia to sobie muszę wybrać sama. Nikt mi nie chciał powiedzieć, na jaki mam iść kierunek. Serio. Pozwalam się śmiać. Bardzo mnie zdziwiło, że ten wybór należy do mnie i mam go podjąć w zgodzie z tym, co chcę robić w życiu. A nie miałam pojęcia, co chcę robić (ani co w ogóle można!), bo moim celem były dotąd dobre oceny, a nie jakieś tam głupoty.

Ostatecznie nie poszłam na żadne studia, skończyłam policealną aktorską, po której nie zostałam aktorką (zmieniłam zdanie 😉 ), a teraz jeszcze wymyśliłam sobie powrót do pisania, choć jestem już handlowcem z zawodu. (No to będę handlowcem-pisarką, ludzie będą płakać przy moich ofertach – nie tylko z powodu cen!)

Słowem – ze znajomej ścieżki wpadłam prosto w krzaki i jeszcze sturlałam się ze zbocza, ale nie czuję, żeby z moim życiem było coś nie tak. 😀 Coraz mniej mnie też dziwią życia innych. Choć sama kiedyś byłam osobą, która twierdziła, że brak wyższego wykształcenia bierze się z lenistwa…

#4 Oceny nie są ważne

Chciałabym to wiedzieć tylko po to, żeby bardziej (i wcześniej) zająć się poszukiwaniem i odkrywaniem zainteresowań i tego co chciałabym robić.

W końcu szkoła kiedyś się kończy, więc wypadałoby umieć coś więcej niż zaliczanie sprawdzianów, a i tak ważniejszy od pojedynczych ocen był wynik matury.

Wprawdzie zdarzało mi się czytać i słyszeć, że pracodawcy wolą trójkowych uczniów niż piątkowych, ale brałam to jako pocieszenie dla tych, którym nie szło w nauce. Tymczasem zaczynam podejrzewać, że ci trójkowi lepiej wybierają priorytety i tym samym zwalniają sobie trochę czasu, który przeznaczają na hobby. Aha – no i na żadnej rozmowie kwalifikacyjnej nie zostałam zapytana o oceny.

#5 Ocenianie innych nie zwiększa mojej wartości

…ani nie poprawia mojego życia.

Taka krytyka i ocenianie cudzych wyborów i działań było ze mną odkąd pamiętam. Koleżanki na bieżąco wyśmiewały wtopy gwiazd, od taty ciągle słyszałam, że gdybym zrobiła coś inaczej to wyszłabym na tym lepiej, mama kpiącym tonem komentowała kobiety, które na co dzień chodziły w pełnym makijażu.

I o ile życie gwiazd jakoś nigdy mnie nie interesowało, o tyle bardzo chętnie oceniałam, że ktoś robi coś gorzej ode mnie (bo to znaczyło, że jednak coś robię dobrze) i byłam przekonana, że malują się tylko te kobiety, które mają za dużo wolnego czasu albo nie potrafią zainteresować tym, co mają w głowie.

Ogólnie miałam też jakieś dziwne przekonanie, że jeśli wyrażę swoją opinię to… To co? Sama nie wiem – ktoś podejdzie i podziękuje, że powiedziałam mu, jak żyć?

JAKIE TO BYŁO GŁUPIE!!!

Nie pamiętam, kiedy dokładnie przyszło olśnienie. Obstawiam, że musiałam po prostu poznać więcej ludzi i przejść przez sytuacje, w których okazywało się, że ta dziewczyna w pełnym makijażu jest bardzo sympatyczna i o wszystkim można z nią pogadać, a tamten chłopak wprawdzie to i to robi gorzej ode mnie, ale w tym i tym jest milion razy lepszy – i nadal jest spoko człowiekiem.

A po drugie – musiał przyjść moment, w którym dotarło do mnie, jak bardzo ja nie chcę być oceniana i jak bardzo nie chcę słuchać rad, o które nie proszę, od ludzi, których zdanie jest dla mnie zupełnie nieważne – i że prędzej ograniczę z taką osobą kontakt niż podziękuję jej za oświecenie mnie.

Gdybym zastanowiła się jeszcze trochę dłużej, pewnie znalazłabym więcej takich rzeczy – że rodzice nie zawsze mają rację i nie trzeba ich ślepo słuchać (ślepo słuchać? Czy to w ogóle… aaa, dobra), że moje decyzje nie muszą dostawać pieczątki aprobaty, że bycie w szczęśliwym związku nie oznacza braku kłótni… No, dałoby się zrobić drugą taką listę. Albo dziesięć.