Zwyczajny dzień w piekielnej korpo oczami początkującej cyrografistki.

Pssst! Tego opowiadania możesz też posłuchać!


Drogi pamiętniczku,

dziś minął mi miesiąc pracy na stanowisku cyrografistki. Co mogę powiedzieć – nie jest lekko. Podłączyli mi dzisiaj telefon, więc już nie tylko przygotowywałam umowy, ale też obsługiwałam klientów. Przesadzili mnie też do nowego biurka. Już nie siedzę w kanciapie, obok biurka pana Belzebuba. Swoją drogą ciągle się zastanawiam, jak to się stało, że pan Belzebub trafił na recepcję. Ani on miły, ani obeznany w procedurach firmy, a zanim podniesie słuchawkę to dyszy trzy razy, bo musi odłożyć tosta i pracować. W te intensywne dni na recepcji roi się od kurew, którymi pan Belzebub rzuca, kiedy nie może w spokoju czytać Piekielnych.

Cieszę się, że dostałam to nowe biurko, bo mam teraz widok na magmę. Ale też mam trochę bliżej do biura naszego kiero, a to już nie jest takie fajne. Na szczęście rzadko do nas wychodzi, ale jego drzwi są niemal dokładnie za moimi plecami, więc czasem czuję jego oddech na karku. Zwłaszcza, że czasem pracuję w skupieniu, a ten staje za mną i zagaduje, że co tam, koleżanko, jak się pracuje? No źle się pracuje, bo do mnie mówisz! – mam ochotę odpowiedzieć, ale ciągle jestem na okresie próbnym. Ale jak już dostanę umowę na czas nieokreślony, to będę jak Malina! Ona się nie cacka. Ostatnio kiero jej powiedział, że mogłaby trochę zgolić futerko na dekolcie, to by wszystkim było przyjemniej. A Malina na to, żeby uważał, co mówi, bo za miesiąc będą ankiety pracownicze, a ją już palce świerzbią, żeby tam wpisać wszystkie jego durne gadki. Adolf od razu spuścił ogon i wrócił do gabinetu, pewnie oglądać Hellflixa do końca dniówki.

W każdym razie, poranek był całkiem spokojny. Zadzwonił do mnie Benek, który jest z Cyrylem w delegacji i się pyta, czy on na to podpisanie cyrografu to miał iść na skrzyżowanie Dolnej z Wiśniową, czy z Czereśniową.

– Bo obok to jest w ogóle jeszcze Owocowa – mówi mi. – I ja nie pamiętam, czy to miał być pojedynczy owoc czy mieszanka.

No to mówię, że Wiśniowa i żeby pamiętał przedstawić ofertę promocyjną, że jak pan Kazimierz podpisze cyrograf już dziś, to ma gwarancję, że nie zgłosimy się po jego duszę przez DODATKOWE 7 lat ALBO jego rodzina będzie cieszyć się majątkiem nawet po przekazaniu duszy. Benek powiedział, że pamięta, że to nie jest jego pierwsza umowa, ale zaraz po tym upewniał się, czy miał być w Zawierciu, czy w Zabrzu, więc w sumie nie wiem, czy mu ufać.

Później standardowo przygotowałam kolejne cyrografy i sprawdziłam w systemie, czy czasem nie zbliża się termin przejęcia czyjejś duszy. Potem poszłam z Maliną do kuchni, wypiłyśmy po kawce, a przy okazji pogadałyśmy, co kupić Aldonie na urodziny, bo ma za miesiąc.

No i wracam sobie po tej przerwie do biurka, już było koło dwunastej i dzwoni telefon. Ja już cała przejęta, bo obsługa klienta tak przez słuchawkę to jednak całkiem coś innego niż tylko wymiana maili, kiedy zawsze mam czas, żeby się o coś dopytać. No nic, biorę wdech, podnoszę słuchawkę i mówię:

– Dzień dobry, Kontrakty Lucyfera Sp. ZŁO, z tej strony Aniela, w czym mogę
pomóc?

I wtedy rozpętało się prawdziwe piekło, bo się okazało, że to dzwoni pan Andrzej z Radomia. Ja wiem, że ludzie ogólnie są różni i że my, demony, nigdy nie ogarniemy filozofii ich umysłu, ale ludzie z Radomia to już jest wyższy poziom abstrakcji! W ciągu miesiąca pracy odpowiedziałam na cztery reklamacje, w tym tym trzy właśnie z tego dziwnego zakątka. Pan Andrzej nawet się nie przedstawił, ale poznałam go po głosie, bo miałam już przyjemność słyszeć, jak Malina z nim gada. I wiedziałam, że nie będzie łatwo. No więc siedzę z tą słuchawką przy uchu, a pan Andrzej od razu jedzie z koksem:

– Bo ja tu rozmawiałem z panem Benkiem przedwczoraj i on mi mówił, że jest ta promocja, że siedem lat więcej można ugrać, to ja to chcę.

– Oczywiście, jest taka promocja, ale tylko dla nowych klientów – odpowiadam, uśmiechając się do słuchawki, z nadzieją, że to zmiękczy rodowitego Radomianina.

– No tak, oczywiście, bo z wami to tak zawsze! – Wrzeszczy pan Andrzej. – Cała moja rodzina ma z wami cyrografy podpisane, połowie Radomia was kurwa reklamuję, ze sto dusz do was przyjdzie dzięki mnie, ale pewnie, wypinajcie się na stałych klientów!

Patrzę do systemu, ale widzę, że pan Andrzej nawet nie ma z nami podpisanego aneksu odnośnie do Pomocnego Demona. Ta usługa zobowiązuje co prawda klienta do przelewania nam sześciu mililitrów krwi w miesiącu, no ale można zyskać demonicznego opiekuna, który pomaga załatwiać pomniejsze sprawy po
myśli klienta przez cały czas trwania umowy. Zamiast informacji o aktywnej usłudze widzę jednak wykrzyknik, sygnalizujący, że pan Andrzej próbował już zrywać cyrograf i ogólnie próbuje być chytrzejszy od demona.

– Jak najbardziej rozumiem pana niezadowolenie – mówię, siląc się na uprzejmy ton. – Muszę jednak zwrócić pana uwagę, że zakupił pan jednorazową usługę z podstawowego pakietu. Ja tutaj mam wpisane tylko życzenie, “żeby sąsiadowi ktoś w dupę tego mercedesa wjechał”, no i tutaj generalnie my nie mamy podstawy do zmiany warunków tej usługi – tłumaczę.

Malina wychyla się zza monitora i pokazuje mi podniesiony kciuk, na znak, że daję radę.

– A wy co, wy tak myślicie, że tak uczciwych ludzi możecie naciągać?! – Słyszę wrzask prosto do ucha. – Coś mi się chyba należy za to naganianie wam ludzi?!

– Nasza usługa nie obejmuje bonifikaty z tytułu poleceń – odpieram atak. – Chyba czytał pan regulamin?

W słuchawce zapada cisza, po chwili słyszę dyszenie, a sekundę później – już tylko sygnał przerwanego połączenia.

– Pan Andrzej chyba nie czytał regulaminu i przerwał rozmowę, na pewno po to, żeby teraz nadrobić lekturę – tłumaczę Malinie, która patrzy na mnie z zainteresowaniem. Na tę informację przewraca oczami i chowa twarz w dłoniach.

– O nie… – jęczy. – Znowu będzie dzwonił, że zmieniliśmy regulamin z początkiem roku, a nie podpisywał żadnego aneksu.

– Ale przecież w umowie jest zapis, że akceptuje regulamin wraz z jego późniejszymi zmianami – Przypominam sobie, bo w chwilach nudy przeczytałam szablon umowy tyle razy, że mogłabym go odtworzyć z pamięci w środku nocy.

– I to nawet nie najmniejszym drukiem! – Przytakuje mi koleżanka, podnosząc się z krzesła. W emocjach zaczyna machać swoim długim ogonem. – Ja nie wiem, co z tymi ludźmi jest nie tak! Podpisują cyrograf, a w ogóle nie czytają warunków!

– Tak, piekło pełne jest ludzi, którzy zaznaczyli, że przeczytali regulamin, a wcale tego nie zrobili – wzdycham.

I rzeczywiście – trzy minuty przed końcem pracy przyszedł mail od pana Andrzeja z oficjalnym pismem w temacie tej zmiany regulaminów i stwierdzeniem, że jest to podstawa do wypowiedzenia umowy. Cóż. Zajmę się tym jutro.


To opowiadanie wysłałam w newsletterze w sierpniu 2022 r. Jest tylko TROCHĘ autobiograficzne. 😉