Christina siedziała przy komputerze. Widoczna na ekranie słuchawka podrygiwała lekko, zwiastując próbę nawiązania połączenia. Kobieta czekała cierpliwie, co jakiś czas odruchowo przyklepując swoje sterczące na wszystkie strony włosy. „Mogłam je jednak zapleść w warkocze”, pomyślała. „Wyglądałyby pewnie trochę lepiej i nieco mniej żyły swoim życiem”.
Podrygująca słuchawka zniknęła. Ekran przez chwilę był czarny, a po kilku sekundach pojawiła się na nim twarz starszej kobiety. Przysunęła się bardzo blisko kamery, tak że widać było głównie jej jedno oko za szkłem okularów i kawałek nosa.
– To już łączy? – zapytała.
– Tak, mamo, działa! – odpowiedziała z radością Christina, poprawiając się na krześle. – Odsuń się trochę i powiedz, czy mnie widzisz i słyszysz!
Mama posłuchała i teraz widać już było na ekranie całą jej twarz. Nie do końca wiedziała, gdzie patrzeć – czy w oko kamery, czy na swój ekran – ale pokiwała głową na znak, że wszystko działa. Kontakt nawiązany!
– Tak to u mnie teraz wygląda! – Christina rozłożyła ręce, wskazując na swoje widoczne w kadrze otoczenie.
– Straszny bałagan tam masz. – Mama znów zbliżyła twarz, aby lepiej przyjrzeć się tłu córki. – To twój pokój?
– Nie, to taka wspólna przestrzeń, mamy tu tylko jeden komputer – odpowiedziała jej, ignorując uwagę o braku porządku.
Przez chwilę trwała dłuższa cisza, w trakcie której Barbara poprawiała okulary, wytężała wzrok i próbowała rozpoznać przedmioty i elementy widoczne za plecami jej córki.
– Pewnie już mówili w telewizji, ale osiągnęliśmy dzisiaj maksymalną odległość od Ziemi! – Christina znów podskoczyła, nie mogąc ukryć swojej ekscytacji. – Pobiliśmy rekord Apollo 13!
– Och, no tak, to dobrze, to dobrze… Ale śniadanie wielkanocne cię ominęło – skomentowała mama, patrząc prosto w kamerkę znad swoich zsuniętych na czubek nosa szkieł.
Astronautka natychmiast skurczyła się na krześle.
– Maaaaaamo… – jęknęła przeciagle, przewracając oczami i mając jednocześnie nadzieję, że ten gest umknie jej rodzicielce w jakiejś mikroprzerwie w połączeniu. Niestety, jakość połączeń z kosmosu była zbyt dobra.
– No, no, ty mi tu nie wzdychaj! – Barbara pogroziła jej palcem, tym razem patrząc w podgląd kamery. – Ja ci całe życie mówię: najpierw rodzina, później praca!
– Przecież nie ja ustalałam termin wylotu! – oburzyła się Christina, bo powtarzała tę informację już chyba setny raz. Odkąd tylko ogłosiła, kiedy wystartuje rakieta, rodzice nie kryli swojego niezadowolenia z faktu, że nie przyjedzie na święta.
– Ale to ty zadecydowałaś, że polecisz – mama odwróciła głowę i poprawiła szal zarzucony na ramiona, opatulając się nim szczelniej. – A też naprawdę jakbyście kilka dni później polecieli to by się nic nie stało.
Jej córka, już niemal bliska płaczu, znów jęknęła i spojrzała prosto w kamerę.
– Mamo, taka szansa zdarza się raz w życiu – powtórzyła, choć z pełną świadomością, że ten argument i tak nie może konkurować z corocznymi obchodami zmartwychwstania Jezusa. – Jestem pierwszą kobietą, która doleciała w okolice Księżyca!
– Tak, zgadza się – Barbara pokiwała głową, jednak jej zrozumienie objawiało się najwyraźniej tylko w tym prostym geście. – Ale jesteś też naszą jedyną córką i było nam bardzo smutno, że cię z nami nie było. Ciocia Judith o ciebie pytała. Wiesz, jak było mi głupio, że musisz w święta pracować?
– MAMO, JA JESTEM W KOSMOSIE!!! – krzyknęła astronautka, w ostatniej chwili powstrzymując się przed poderwaniem się z krzesła. Zamiast tego znów tylko podskoczyła, łapiąc się za głowę.
– Dobrze, ja rozumiem. Wujek George też mieszka daleko, ale zawsze jakoś te dwa razy w roku udaje mu się przylecieć.
– Bo musi tylko kupić bilet na samolot, a nie przekładać start rakiety!
– Jak dla mnie to kwestia chęci. Kalendarium świąt jest WSZYSTKIM znane.
Christina przyłożyła dłonie do twarzy. Patrzyła teraz na swoją rozmówczynię przez rozchylone palce, kręcąc tylko głową i czując się zupełnie bezsilną wobec tych żelaznych argumentów. I kiedy już myślała, że już nic bardziej absurdalnego dziś nie usłyszy, mama zapytała:
– Masz czyste majtki? Bo wiesz, żeby nie było wstydu, gdybyś miała jakiś wypadek.