introwertyzm

Cisza po burzy

Po kilku dniach przyjemnej, letniej pogody słońce zaczęło grzać bezlitośnie, że już nie dało się wytrzymać. Skóra czerwieniła się już po kilku chwilach na zewnątrz. Powietrze stało. W końcu powoli zaczęły pojawiać się jakieś chmury i wprawdzie dały trochę cienia, ale pogoda wcale nie stała się przez to bardziej znośna. Było duszno. Pociłam się od samego stania, kleiły się do mnie ubrania, a ja sama, obrzydliwie lepka, odklejałam ręce od blatu przy każdej próbie odejścia od komputera.

Sny świadome, sny prorocze

Stałam sobie kiedyś spokojnie w liceum, odstając od reszty rówieśników i dryfując po oceanie własnych myśli, aż z tego oceanu wyrwał mnie podekscytowany głos kolegi, który opowiadał o różnych technikach wchodzenia w świadomy sen. Pierwszy raz zetknęłam się z tym określeniem, więc od razu zapytałam, o co chodzi. Dostałam odpowiedź, że to taki sen, w którym można kontrolować to, co się dzieje. Zdziwiłam się, ale nie tym, że tak się da, tylko tym, że nie wszyscy śnią w taki sposób.

Milion małych zapalników

Nie tak dawno pisałam o tym, jak złość zastąpiła mi większość emocji. Pracuję nad tym i od jakiegoś czasu faktycznie mogę mówić, że jestem szczęśliwa zamiast akurat nie czuję złości albo nie jestem nieszczęśliwa. Mimo to ta złość wciąż się pojawia – uczę się odróżniać, kiedy faktycznie mam do niej jakiś ważny powód, a kiedy ważny, ale wynikający z jakiegoś nieprzepracowanego tematu albo działający tylko jako mechanizm obronny. Jednocześnie walczę też o to, żeby tej złości nie bagatelizować i kiedy się pojawia, nie wmawiać sobie, że to nic i że wciąż mam świetny humor. Rozmawiam z tą moją złością i ustalam, po co przyszła – a wybuchów w ciągu dnia mam naprawdę sporo. Może nie aż milion i nie wszystkie są spektakularne, ale zdarzają się. Powody są często takie same i choć ja pracuję nad sobą, żeby siebie zmienić, to mam wrażenie, że świat się nie zmienia i powody zostaną.