wspomnienia

Jak nie zostałam aktorką

W jednym z newsletterów pisałam o marzeniach, które się nie spełniają. Wspomniałam w nim też o jednym z moich porzuconych marzeń – o zostaniu znaną basistką. Takich nieudanych pomysłów na siebie jest oczywiście więcej. Prowadzenie bloga kulinarnego na miarę Kwestii Smaku, zrobienie kariery (cokolwiek by to znaczyło – po prostu chciałam dużo zarabiać), no i w końcu – zostanie aktorką. W tym przypadku wszystko szło dobrze, dopóki nie poszłam do szkoły aktorskiej. Głównym problemem okazała się być… rzeczywistość.

Światła sceny – koncert

Na kilkanaście minut przed koncertem już nic nie pamiętam. Nie mam zielonego pojęcia, jak idą linie basu w piosenkach, które zaraz będę grać, chociaż sama je wymyśliłam. W lokalu wcale nie ma tłumu, bo mało kto nas zna, ale mnie już i tak robi się ciepło od atmosfery. Czuję mieszankę ekscytacji i strachu – to nie pierwszy koncert, który gram, ale być może pierwszy, podczas którego się pomylę albo zapomnę, co dalej. Zawsze przygotowuję się najlepiej, jak mogę, a później nigdy nie wiem. Sprzęt już rozstawiony, reprymenda dla Grześka, żeby nie przyspieszał, udzielona. Teraz już tylko czekam.

Chęci, regularność, przyjemność – czyli czego nie dały lekcje wuefu

Ostatnio pogoda jest coraz bardziej jesienna. Robi się mgliście, powietrze jest rześkie i chłodne… Wychodzę z psem o 7.30 – to godzina, o której parę lat temu wychodziłam do szkoły. Spacerując, mijam dzieci z plecakami i wracam myślami do wszystkich lekcji, na których trzeba było wytrwać- między innymi do lekcji wuefu. Rany, jakie one były bez sensu!