wspomnienia

Nie tęsknię za szkołą

Choć jest jeszcze sierpień, wychodząc rano i wieczorem do ogrodu czuję już TO powietrze. To, od którego robi się zimno w czubek nosa i które pachnie jak moja droga do szkoły. Mimo że patrzę na swój ogród, to przed oczami mam chodnik, którym chodziłam prawie codziennie przez trzy lata, zalegające przy krawężniku liście, na okularach osiadają wszystkie krople drobnego deszczu z tamtych poranków, a w kieszeni kurtki czuję ciężar kasztanów, które wtedy zbierałam, nie wiem po co. Za każdym razem, gdy zaczynam czuć to powietrze, zastygam i czekam na ten magiczny moment, w którym spełni się proroctwo: „poczekaj, jeszcze zatęsknisz za szkołą”. No to czekam. I wciąż nie tęsknię.

Zmartwiony tata

Ile to już lat, odkąd się zmartwiłeś? Nigdy nie pamiętam, zawsze liczę. Pamiętam, że to był 2016, że wrzesień, że poniedziałek – z tych obliczeń wychodzi mi, że siedemnasty i że w tym roku będzie już pięć lat. Jak ten czas leci.

Jak nie zostałam aktorką

W jednym z newsletterów pisałam o marzeniach, które się nie spełniają. Wspomniałam w nim też o jednym z moich porzuconych marzeń – o zostaniu znaną basistką. Takich nieudanych pomysłów na siebie jest oczywiście więcej. Prowadzenie bloga kulinarnego na miarę Kwestii Smaku, zrobienie kariery (cokolwiek by to znaczyło – po prostu chciałam dużo zarabiać), no i w końcu – zostanie aktorką. W tym przypadku wszystko szło dobrze, dopóki nie poszłam do szkoły aktorskiej. Głównym problemem okazała się być… rzeczywistość.

Światła sceny – koncert

Na kilkanaście minut przed koncertem już nic nie pamiętam. Nie mam zielonego pojęcia, jak idą linie basu w piosenkach, które zaraz będę grać, chociaż sama je wymyśliłam. W lokalu wcale nie ma tłumu, bo mało kto nas zna, ale mnie już i tak robi się ciepło od atmosfery. Czuję mieszankę ekscytacji i strachu – to nie pierwszy koncert, który gram, ale być może pierwszy, podczas którego się pomylę albo zapomnę, co dalej. Zawsze przygotowuję się najlepiej, jak mogę, a później nigdy nie wiem. Sprzęt już rozstawiony, reprymenda dla Grześka, żeby nie przyspieszał, udzielona. Teraz już tylko czekam.

Pani Od Polskiego

Pamiętam, jak wróciłam kiedyś ze szkoły oburzona. To był początek czwartej klasy, kiedy pojawiło się już rozróżnienie na przedmioty. Moje oburzenie wynikało z faktu, że Pani Od Polskiego kazała napisać opowiadanie na 12 – 15 zdań. DWANAŚCIE – PIĘTNAŚCIE!!! Horror! Jak rozciągnąć na tyle zdań treść, którą można zawrzeć w trzech – czterech?! To było niewykonalne.

Chęci, regularność, przyjemność – czyli czego nie dały lekcje wuefu

Ostatnio pogoda jest coraz bardziej jesienna. Robi się mgliście, powietrze jest rześkie i chłodne… Wychodzę z psem o 7.30 – to godzina, o której parę lat temu wychodziłam do szkoły. Spacerując, mijam dzieci z plecakami i wracam myślami do wszystkich lekcji, na których trzeba było wytrwać- między innymi do lekcji wuefu. Rany, jakie one były bez sensu!