Czy psy nas kochają, czy to tylko radosne głupolki, podążające za smaczkami w naszych kieszeniach? Ja, jako psiara, znam odpowiedź. A pan Gregory Berns, jako naukowiec, miał narzędzia, aby odpowiedzieć na to pytanie naukowo. Jaki był efekt?

O czym jest ta historia?

W tej książce autor opisuje, jak przygotowywał swojego psa, Callie, do rezonansu magnetycznego. Pan Gregory szukał odpowiedzi na pytanie, czy jego ukochany pies – poprzednik Callie, który odszedł – faktycznie mógł go kochać. A może jednak psie uczucia do człowieka są totalnie proste i warunkowane ilością smaczków w kieszeni. „Jak kochają nas psy” to trochę naukowa opowieść o przygotowaniach, badaniach i – niemal na samym końcu – wnioskach z oglądania zdjęć psiego mózgu. (NIC NIE ZDRADZAM, ALE PSIARZE NIE BĘDĄ ZASKOCZENI!!!). Wielokrotnie się na niej wzruszałam. I wzruszam się nawet teraz, gdy to piszę.

Gdzie jest haczyk?

Możesz się zastanawiać: „Co to za problem? Usypia się psa, wkłada do tuby i bada”. Tak, tylko jest mały haczyk. Żeby sprawdzić, jakie emocje człowiek wywołuje w psie, trzeba sprawdzić, które obszary jego mózgu aktywują się w poszczególnych sytuacjach. Z tego powodu nie można uśpić psa do badania. Musi przecież reagować na to, co się dzieje, żeby jego mózg pracował i żeby zobaczyć to na rezonansie. Aby badanie miało sens i żeby obraz zapisał się poprawnie, pies musi zatem nie spać. I jednocześnie pozostać bez ruchu przez określony czas. I na tym właśnie polega trudność. Psy są ruchliwe. 😀 A nawet jeśli nie są, to naprawdę bardzo ciężko o to, aby nie drgnęły. Do tego najczęściej boją się głośnych maszyn i w ogóle głośnych dźwięków, których nie znają – a do takich można zaliczyć odgłos pracującego rezonansu.

Do tego wszystkiego pan Berns przygotowywał swoją Callie. Kroczek po kroczku. Od nieporadnego wejścia do klatki aż do pozostania możliwie najbardziej bez ruchu przez czas potrzebny do badania. Jeśli jeszcze nie czytał_ś książki i/lub ciężko Ci sobie wyobrazić, o co chodzi, to nie przejmuj się. Znalazłam filmik z tych ćwiczeń! Czy to nie jest przepiękne? Spójrz, jak rozlatana była Callie na początku – jeszcze nie do końca kumając, o co chodzi – i do jakiego etapu ostatecznie doszła!

Czego uczy ta książka?

Dla mnie to historia o tym, że relację z psem trzeba budować. Dokładnie tak jak z każdą inną istotą w naszym życiu. Jeżeli będziemy tylko mijać się w drzwiach i nie będziemy słuchać się wzajemnie, nic z tego nie wyjdzie. Książka przepięknie pokazuje, jak zmieniał się stosunek autora do jego psa. Im więcej ćwiczył z Callie i na im wyższy poziom treningów wchodzili, tym bardziej pan Gregory stawał się zafascynowany. Zauważył, że rozumieli się coraz lepiej. Callie coraz bardziej mu ufała i coraz chętniej i szybciej opanowywała kolejne etapy przygotowania do badania. On natomiast stawał się na nią coraz bardziej uważny, a zrozumienie jej mowy stawało się dla niego coraz bardziej naturalne.

Byłam też pod ogromnym wrażeniem, z jak wielkim poszanowaniem psa, jako istoty, oraz jego emocji, Gregory podchodził do szkolenia Callie (a później do współpracy z kolejnymi psiarzami, chętnymi do badań). Autor opisał m.in., jak przygotowywał formularze dla kolejnych chętnych do badania. Były podobne do tych, które musi podpisać rodzic, zgłaszający do badania swoje dziecko. Z jakiegoś powodu zaskoczyło mnie, że pan Berns pomyślał o czymś tak przyziemnym – i rozczuliło mnie to!

Wiem, że już dość sporo opowiedziałam Ci na temat tego, o czym jest ta książka. Ale piszę ten tekst około rok po jej przeczytaniu. Choć posiłkowałam się notatkami, zrobionymi tuż po zakończeniu lektury, nie pamiętam już wielu szczegółów. Z tego powodu i tak zachęcam Cię do przeczytania i poznania całego procesu (I EFEKTÓW!!!) z pierwszej ręki, od pana Bernsa. 😀

Ta historia poruszy każdą osobę, która ma odciski psiej łapki na swoim serduszku. I najchętniej przeczytałabym ją na głos każdej osobie, która mówi, że to tylko pies.