To bardzo ciężka książka o ludzkich losach i bezsensie wojny. I pewnie nigdy bym po nią nie sięgnęła, gdyby nie... Gra komputerowa.

This war of mine

Możnaby powiedzieć, że This war of mine to kolejna gra wojenna. Do tej pory jednak tego typu gry były osadzane najczęściej w realiach I czy II wojny światowej. Sterowało się żołnierzem lub całym oddziałem i wykonywało się misje na froncie. This war of mine jest wyjątkowa, ponieważ tutaj wcielamy się… w cywilów. Do wyboru mamy kilka scenariuszy, a każdy z nich to inne postacie i inne historie.

Gra jest ciężka, mroczna i przytłaczająca. Trzeba zdobywać wodę, jedzenie, ogrzać zrujnowane schronienie zimą. Wszystkiego jest wiecznie za mało. Ciągle trzeba wybierać. A przy tym nie zginąć. Nie dać się zabić snajperowi ani szabrownikom, którzy napadają na nasze schronienie. I trzeba czekać, aż wojna się skończy, nie mając na nią żadnego wpływu. Tutaj nie da się odbudować domu i doprowadzić wszystkiego do idealnego porządku. Tutaj da się tylko… przetrwać.

Bardzo przeżywałam każdą rozgrywkę (jedną z nich nagrałam na moim kanale na YouTube – zerknij sobie, choćby po to, żeby zobaczyć klimat gry). Zwłaszcza gdy dowiedziałam się, że twórców zainspirowała historia oblężonego Sarajewa. I tutaj płynnie wracamy do książki.

Ta książka wywołuje stres

Zawarte w niej opisy może nie są szczegółowe i drastyczne (choć ciężko mi ocenić, bo jestem uodporniona przez krwawe filmy akcji oglądane od dziecka). Wystarczy jednak w miejsce mieszkańców, których losy poznajemy, podstawić znane nam nazwiska – sąsiadów, przyjaciół, najbliższej rodziny. I przypomnieć sobie, że w Ukrainie wciąż trwa wojna.

Przeczytanie tej książki ściągnęło mnie na ziemię. Naprawdę wierzę w to, że żyjemy w bezpiecznych czasach (w porównaniu do innych okresów historycznych), ale losy mieszkańców ul. Logavinej pokazują, jak łatwo można wszystko stracić. Chciałabym napisać, że przeczytanie tej książki pokazuje, co jest w życiu ważne, ale… dla każdego było ważne coś innego. Dla jednych – ucieczka i wolność, dla drugich – miłość do miasta. Jedni wybierali rozłąkę dla uratowania choć części rodziny, inni – bycie razem bez względu na wszystko. Nikogo nie potrafiłam skrytykować za podjętą decyzję, za to każdego potrafiłam zrozumieć – bo każdy miał rację.

Później tygodniami zastanawiałam się: „Co, gdyby…?”. Co, gdyby moja okolica była oblężona? Jak byśmy przetrwali – i czy w ogóle? Skąd bralibyśmy żywność, wodę – i czy w ogóle? Co z psami? Czy doszlibyśmy do takiego stanu, że wyrzucilibyśmy je z domu, nie mając ich czym wykarmić? Bardzo chcę wierzyć, że nie, że nigdy w życiu. Ale wiem też, do jakich decyzji muszą się posunąć ludzie w kryzysowych sytuacjach. Skoro te decyzje łamią moje serce samym tym, że o nich przeczytałam, nie wyobrażam sobie, na ile kawałków rozpadły się serca osób, które musiały je podjąć.

Bezsens wojny

Czytamy o życiu bez prądu, bez wody, w zimnie i strachu. O dokonywanych masakrach i celowym utrudnianiu każdego aspektu życia. O utracie zaufania do ludzi, obok których żyło się przez całe życie. Czytamy o Alei Snajperów, po której strach było chodzić, bo snajperzy strzelali sobie dla zabawy do cywilów.

Losy mieszkańców ul. Logavinej poruszyły mnie jeszcze mocniej dlatego, że w Ukrainie trwa wojna. I dlatego, że historia oblężonego Sarajewa jest znacznie bliższa niż I i II wojna światowa, które ja osobiście znam tylko z podręczników i fraz, które wbito mi do głowy. Nie miałam w rodzinie nikogo, od kogo z pierwszej ręki poznałabym realia tamtych czasów (babcia opowiadała o dosłownie kilku wydarzeniach, zawsze tych samych). Za to byłam już na świecie od ponad roku, gdy oblężenie się zakończyło. Ten czas dużo łatwiej mi sobie wyobrazić. I to nie było tak dawno.

Nadzieja i wdzięczność

Ta książka przeraża. Ale też w dziwny sposób daje nadzieję – na to, że wszystko można przetrwać, wszystko w końcu mija. Choć koszty są olbrzymie.

Historie, o których przeczytałam, wpłynęły na mój sposób myślenia. Zdanie „mogło być gorzej” przestało być tylko wyświechtanym frazesem. Budzę się w nocy, bo Coco potrzebuje wyjść do ogródka, a nie przez to, że wyją syreny alarmowe. W niektóre dni muszę wstać wcześnie rano, czego nie cierpię. Ale robię to po to, żeby bezpiecznie dojechać do biura, a nie podjąć ryzykowną próbę zdobycia jedzenia. Ono czeka w lodówce – są tam wszystkie moje ulubione produkty, których nie brakuje i po które wystarczy iść do sklepu. Moje psy wybrzydzają i co jakiś czas muszę zmieniać im smak karmy. Ale milion razy bardziej wolę się głowić nad tym, jaki smak im wybrać niż nad tym, czy pora wyrzucić je z domu, żeby martwić się o dwa pyski mniej do wyżywienia.

Bywam zmęczona, sfrustrowana, miewam dość – jak każdy. Myśl o tym, że była wojna, gdzieś nadal jest i gdzieś w przyszłości na pewno będzie, nie umniejsza moim problemom, z którymi muszę się mierzyć i które muszę rozwiązywać. Ale kiedy pomyślę sobie, że naprawdę mogłoby być gorzej, czuję prawdziwą ulgę i wdzięczność, że nie jest. I czuję, że naprawdę jestem w stanie poradzić sobie z moimi problemami.

Ta książka pozwala docenić pokój. Ale też nie pozwala zapomnieć.