Wkurza mnie AI
Nie boję się nowych technologii. Jestem ich ciekawa, lubię też gadżety. Sama wciąż testuję możliwości AI. Ale gdy „artyści” w pełni oddają swój głos ChatowiGPT itp., trochę się gotuję.

AI w moim życiu

Na samym początku muszę zaznaczyć, że nie mam nic do korzystania z AI, ale w pewnym zakresie. Sama często w pracy proszę ChatGPT, żeby wygenerował mi pierwszy brzydki szkic odpowiedzi na reklamację albo pismo. Dostaję wtedy mój punkt wyjścia, na który patrzę i od razu wiem, co zmodyfikować, jakie sformułowania usunąć, a jakie dodać. Odpada mi ten najtrudniejszy etap pt. „Od czego by tu zacząć”.

W prywatnym życiu ostatnio spędziłam łącznie około 6, a może nawet 8 godzin pisząc z Gemini, żeby naprawić mojego sima, bo nie wyświetlał się poprawnie w rozgrywce, którą nagrywam (tutaj sobie możesz obejrzeć odcinki z simsów 2, jeśli to Twoja bajka). Najczęściej korzystam z AI do rozwiązywania właśnie takich problemów. 😅

działalności blogowo-instagramowej używam jej bardziej pod kątem researchu, szybkiego znalezienia szerszych odpowiedzi na interesujące mnie zagadnienia czy podania listy źródeł. Gdy jeszcze prowadziłam Coworking Razem raźniej!, zdarzało mi się prosić ChatGPT, żeby spojrzał na moją ofertę i przygotował listę pytań, które może mieć po jej przeczytaniu osoba zainteresowana dołączeniem do grupy. Na samym początku, gdy jeszcze testowałam możliwości Czata i uczyłam się działać z promptami, poprosiłam go też 2-3 razy o przygotowanie zajawek na podstawie mojego tekstu blogowego, które mogłabym wrzucić na Instagram.

Nie oddałam mu jednak tej części pracy, przez którą nazywam się artystką-pisarką, czyli pisania. I chyba właśnie to mnie boli, gdy przeglądam Instagram.

(Nad)używanie AI

Uważam, że z AI jak z Internetem (pisałam zresztą o tym rok temu). To nowe narzędzie, które już z nami zostanie i warto umieć je obsłużyć choćby w podstawowym stopniu. W wielu przypadkach naprawdę może być ułatwieniem i przyspieszyć pracę.

ALE.

Ostatnio scrollując Insta mam wrażenie, że większość przypadkowych postów, które mi się pojawiają, wygląda tak samo. I naprawdę trącą AI.

Nie chodzi mi o to, że widzę półpauzę (–) albo górny i dolny cudzysłów zamiast dwóch górnych („” / ” ”). Sama po kilku lekcjach w Czułym Kręgu nauczyłam się pisać te znaki w Google Docs i na telefonie, żeby po prostu pisać poprawniej. ChatGPT ma jednak pewien charakterystyczny sposób pisania treści i gdy widzę niektóre zdania, od razu świeci mi się czerwona lampka. Wtedy mam przeczucie graniczące z pewnością, że ktoś nie użył AI do napisania pierwszego brzydkiego szkicu tylko po prostu do wykonania swojej pracy bez dodania czegoś od siebie.

Dlatego gdy kolejny raz widzę konstrukcje: „Nie chodzi o to, że A, że B, że C, chodzi o to, że D.”, „To nie X, to Y”, a wszystko zakończone „… i to jest okej”, odechciewa mi się czytać te posty. Wiem, że ludzie też czasem piszą w taki sposób. Sama chciałam zapisać to zdanie jako: nie chodzi o to, że ludzie tak wcale nie piszą). Ale na pewno nie pisaliby tak nagle na wszystkich kontach i w każdym (tak, wiem, że wyolbrzymiam) poście.

Widzę też często recenzje książek, filmów czy seriali, które niby miały być o osobistych odczuciach autorki_a posta. Zamiast tego pełne są górnolotnych, ogólnikowych zdań w stylu: „To nie jest tylko opowieść o modzie; to genialne studium ambicji, ceny sukcesu i… morderczego spojrzenia Meryl Streep. To nie jest rola, to zjawisko. Jej szept przeraża bardziej niż krzyk”. Widzisz, o co mi chodzi?

Dajcie mi ludzką perspektywę!

Gdybym chciała mieć podsumowanie filmu od AI, sama bym o nie poprosiła. I to zresztą zrobiłam, żeby mieć cytat do poprzedniego akapitu. Też mam tę apkę w kieszeni. I może właśnie przez to jestem szczególnie czujna na te treści.

Kiedy już odpalam Instagram, chcę poczytać, co ma człowiek do powiedzenia. Co człowiek myśli na jakiś temat, co go w filmie, książce albo w minionym dniu faktycznie zachwyciło, poruszyło, wkurzyło. Chcę chociaż jednej konkretnej rzeczy na ten temat. Od serca, z literówką, być może ze źle postawionym przecinkiem i z przekleństwem, a bez angażującego pytania na końcu posta. A już na pewno bez stwierdzenia „I to jest okej”. Sama ocenię, czy jest okej, czy nie.

Jako twórczyni wiem, że ciężko zdobyć uwagę osób obserwujących i zachęcić nowe osoby do pozostania. Ale wiem też, że ile razy przygotowałam tekst albo post podręcznikowo i teoretycznie powinien się ponieść, tyle razy się rozczarowałam ludzkim zaangażowaniem, które było znikome. Za to tam, gdzie pisałam spontanicznie, od serca, czasem na poważnie, a czasem totalnie głupkowato, były reakcje, rozmowy na priv, wymiana myśli. Ludzie czują emocje nawet przez szkiełko smartfona. Wiedzą, czy temat nas – twórcze osoby – obchodzi i angażuje, czy też nie. (Do tego oczywiście dochodzi jeszcze algorytm Instagrama, który niektóre treści po prostu bardziej promuje, a inne ukrywa. Ale to nie o tym jest dzisiejszy tekst).

Kilka niewygodnych zdań

Myślę sobie o tym, że nie każda_y z nas musi być nadawczynią_cą na Insta. Można być tylko odbiorcą_czynią i też się dobrze bawić.

Bo jeśli zamiast zastanowić się i napisać, co myślisz, wrzucasz tylko to, co napisze Ci AI, po co masz publikować w sieci?

Jeśli nie chce Ci się pisać tekstów, poświęcać na to czasu, przemyśleć tego, o co Ci chodzi i co chcesz przekazać, zaangażować się choć w minimalnym stopniu – możesz po prostu niczego nie publikować. Zaoszczędzisz jeszcze więcej czasu i energii niż pisząc prompt i robiąc kopiuj-wklej z Czata.

Wierzę, że każda_y ma jakąś ciekawą historię do opowiedzenia. Ale jeśli chcesz coś opowiedzieć, OPOWIADAJ, zamiast wyręczać się Czatem. Znajdź swój środek przekazu. Jeśli nie leży Ci pisanie to może muzyka, śpiew, ruch, rysowanie, malowanie, fotografia…? Albo chociaż naucz się pracować z AI tak, żeby nie było czuć sztucznością na kilometr. To też da się zrobić, ale również wymaga zaangażowania.

Bo jeśli wszystkie Twoje treści są przekopiowane z Czata czy innego AI, to dlaczego mam poświęcać Ci moją uwagę? Przecież taki sam post, jak ten wrzucony przez Ciebie, mogę sobie wygenerować sama. Ty nie mówisz mi nic ciekawego, wyjątkowego ani odkrywczego.

Kilka zdań na pocieszenie

Mogę się tylko domyślać, dlaczego ludzie tworzący w sieci wybierają AI zamiast samodzielnego napisania posta. Jeśli to kwestia oszczędności czasu to powtórzę: zaoszczędzisz go jeszcze więcej, nie publikując niczego. Nie trzeba nadawać w sieci.

A jeśli stoi za tym… lęk? Być może ktoś (czy to Ty?) korzysta z AI, bo boi się, że nie umie napisać niczego dobrego.

Prawda jest taka, że jeśli nie będziesz próbować, ćwiczyć, kombinować, nigdy nie będziesz pisać lepiej. Nie znajdziesz swojego stylu ani własnego sposobu na wygodne bycie na Insta. Będziesz ciągle szukać magicznego sposobu, żeby jakoś pokazać się światu i próbować wstrzelić się w algorytm. I pewnie z co którymś postem Ci się uda. Zwłaszcza jeśli skusisz się na kontrowersyjne publikacje.

Może boisz się, że Twój tekst nie będzie idealny, że ktoś sobie coś pomyśli, zinterpretuje inaczej niż byś chciał_? Muszę Cię zmartwić. Lęk jest – według mojej definicji – wpisany w bycie artystą_ką. Bo bycie artystą_ką to pewien rodzaj wrażliwości i sposób postrzegania świata. I jeśli chce się pokazać, jak wygląda świat naszymi oczami, trzeba odsłonić swoje miękkie, wrażliwe miejsca, ze świadomością, że są ludzie, którzy nie przepuszczą okazji, aby wbić w nie szpilkę. Jeśli tego nie chcesz, nie jesteś gotow_, nie publikuj.

Ale jeśli się odważysz… Zobaczysz, że gdzieś po drugiej stronie tego internetu jest ktoś, kto czuje podobnie jak Ty. Prędzej czy później na siebie traficie. I tych osób będzie z czasem coraz więcej, bo ludzie naprawdę są ciekawi innych ludzi. Ale żeby znaleźli Cię podobni do Ciebie, musisz się trochę odsłonić i pokazać jaka_i jesteś, co myślisz, jak widzisz świat.

Ty. Nie ChatGPT.

Taki jest świat?

Wiem, że w jakimś stopniu tak to działa. Jesteśmy chyba wciąż na etapie zachwycania się możliwościami AI. I naprawdę uważam, że w powtarzalnych zadaniach to świetna pomoc. Chyba łatwiej mi też przełknąć treści osób, które zarabiają na byciu w sieci, tworzą posty edukacyjne albo ich profil to po prostu 90% współprac. Większość osób i tak nie ma pomysłu na kreatywne przedstawienie tematu. Nie da się być kreatywnym, zgadzając się na wszystkie sponsorowane treści i mając nimi zawalony kalendarz i feed.

Ale naprawdę nie rozumiem, dlaczego ktoś zakłada konto, żeby dzielić się swoimi zainteresowaniami (chce pisać o książkach, filmach, pisaniu, muzyce, czymkolwiek, co czuje w serduszku), a później oddaje głos Czatowi.

Nie chcę czytać w kółko tego samego i żeby duża liczba zobowiązań była usprawiedliwieniem dla bylejakości.

Pewnie sama publikowałabym więcej, częściej, regularniej, gdyby tworzenie moich treści było wspomagane AI. Ten tekst zająłby mi wtedy pewnie 15 minut, a nie 2 godziny i to jeszcze rozbite na 2 wieczory, tydzień po tygodniu. Ale… Jestem Pisarką, a nie Prompciarą. Piszę tyle, ile piszę, bo moje życie wygląda tak, jak wygląda i przez to tworzę to, co tworzę.

Jeśli chcesz, możesz sobie wygenerować w AI tekst na temat bycia wkurzoną na AI i zobaczyć, jak by wyglądał. A jeśli też nie chcesz chłonąć (aż tyle) AI-owych treści… Wiesz, gdzie mnie znaleźć. A ja niezmiennie będę się cieszyć, że tu zaglądasz.