Przeczytałam tę książkę już dobrą chwilę temu i wciąż o niej myślę. Inaczej niż o „Wierzyliśmy jak nikt”. Tamta książka zostawiła mnie z wieloma refleksjami i wzruszeniami. „Rok 1984” zostawił mnie raczej z pytaniem: dlaczego to miałoby mi się podobać?
Główne zarzuty do „Roku 1984”
Jeśli mam odpowiedzieć krótko, czy ta książka mi się podobała, odpowiem, że nie. I wypunktowałam sobie nawet, dlaczego!
- WINSTON – główny bohater powieści. Ciężko żywić mi wobec niego jakieś uczucia – lubić, nie lubić, współczuć. To nie jest bohater, któremu chciałam kibicować albo chociaż podążać za nim i dowiedzieć się, co było dalej. Gdy czytałam „Balladę ptaków i węży”, Snow niesamowicie mnie wkurzał i przerażał. Ale nie potrafiłam nie patrzeć, jak wychodzi ze swoich tarapatów i stawia na swoim. W przypadku Winstona miałam ochotę odwrócić się na pięcie i odejść do swoich spraw (co zresztą zrobiłam około 60 strony przy pierwszym podejściu do tej historii).
- ŚWIAT – ciężko mi się było nim przejąć, choć były momenty, które zrobiły na mnie większe wrażenie. Obecnie algorytmy i wszystkie pozwolenia, jakie dajemy aplikacjom, sprawiają, że nasze telefony czy właśnie apki szybko się nas uczą. Nie potrzeba do tego wielkich teleekranów – mamy malutkie w kieszeniach. Dlatego świat w „Roku 1984” wydał mi się bardzo przejaskrawiony i karykaturalny w porównaniu z tym, co faktycznie dzieje się teraz.
- HISTORIA – z nią mam podobnie jak z Winstonem. Przeszłam przez nią, ale bez szczególnej chęci poznania jej. Było kilka zaskoczeń, ale były też wrażenia, że jest trochę zbyt wzniośle. Bardzo często sprawdzałam też, ile mi zostało do końca. Uparłam się, że tym razem przebrnę!
No właśnie – liczyłam na co najmniej takie napięcie i emocje jak podczas czytania „Wierzyliśmy jak nikt”. Przygotowałam się na zadawanie sobie pytań o sens wszystkiego i próby odpowiedzi na pytanie „w jakim świecie my żyjemy?!”. A tymczasem – przebrnęłam. Przemęczyłam.
Dwie kolejne rzeczy, które mnie jakoś irytowały, zawierają spoiler, więc zamieszczam je w ramce, którą możesz łatwo przeskoczyć:
Winston i Julia. On jej nienawidzi. Ślubowała czystość, jest młoda, ma jędrne ciało. Irytuje go, że nie zwraca na niego uwagi. Fantazjuje o tym, żeby ją brutalnie zgwałcić, tak o, za karę. Dopóki ona nie wyznaje mu miłości – wtedy już spoko, wtedy ona już jest okej. Ona z kolei zachowuje się jak typowa pick me girl – nie jest jak inne kobiety, bo lubi seks, nie to co tamte. Jest mądrzejsza od nich, wyzwolona, nie jest jak wszystkie inne. Nawet tej relacji nie byłam w stanie kibicować.
W czym problem?
Jakoś nie mogłam się pogodzić z myślą, że ten klasyk tak po prostu mi się nie spodobał. Oczywiście od razu uznałam, że może po prostu jestem na to za głupia. Pogadałam z dziewczynami, które też tę książkę przeczytały – one były zachwycone i pod dużym wrażeniem. Doszłyśmy do tego, że może to kwestia rocznika. One są ode mnie trochę starsze i pamiętają trochę więcej czasów bez internetu. Ja jestem z ’95. Pamiętam początki internetu, ale tak naprawdę rozwijająca się technologia towarzyszy mi od dziecka. Może dlatego świat opisany w książce nie robi na mnie wrażenia. Wydaje mi się bardziej światem retro albo bardzo przestrzeloną wróżbą niż trafnym przewidzeniem przyszłości.
Nie potrafiłam się też utożsamić z żadną z postaci ani z ich problemami, co pewnie też wpłynęło na mój odbiór. Jedna z zachwyconych koleżanek podeszła do tego bardziej na zasadzie metafory i historii jako całości, nie potrzebowała się wczuwać. Mnie zabrakło jakiegoś punktu zaczepienia, który sprawiłby, że ten świat, ta historia, byłyby bardziej moje.
Mimo że tę książkę przeczytałam jakoś jesienią minionego roku, wracam do niej myślami co jakiś czas i są to powroty bardzo niewygodne. Chciałabym, żeby ta książka podobała mi się bardziej. Może to po prostu nie mój typ albo nie ten moment życia na czytanie. Może miałam za wysokie oczekiwania, bo za dużo razy słyszałam/czytałam, jakie to dobre. Ciągle się nad tym zastanawiam i nadal nie wiem. I trochę mam nadzieję, że podzielenie się tą opinią zamknie temat i zwolni mi miejsce w mózgu, zajmowane przez „Rok 1984”, na nowe książki.
Jeśli potrzebujesz bardziej precyzyjnego opisu, o czym jest ta książka (bo mój to głównie odczucia i emocje), możesz przeczytać o niej na Lubimy Czytać.
