Pierwsze wpisy nie są łatwe, ale jakoś sobie poradziłam.

Pierwszy wpis jest jak pierwsza strona w nowym szkolnym zeszycie. To trochę taka wizytówka- ktoś otwiera ten zeszyt i od razu widzi, do kogo on należy, do czego służy i na podstawie pisma z pewnością ocenia, czy ma do czynienia z artystą, czy z przyszłym lekarzem.

Problem w tym, że ja nie podpisywałam zeszytów, bo pismo mam fatalne i nie chciałam robić złego pierwszego wrażenia. Choć może powinnam była podpisywać, bo osoba otwierająca, nie widząc konkretów na pierwszej stronie, zaczynała przeglądać kolejne, a dalej było tylko gorzej… Ale do rzeczy- wysilę się na pierwszy wpis!

Kiedyś zrobiłam zdjęcie kwiatka, bo mi się podobał. Możemy uznać, że to taka metafora i tak, jak ten kwiatek rozkwitł, tak i blog rozkwitnie. 🙂

Uwierzcie mi, że bardzo chciałam przygotować się do tego bloga i – na przykład – zgodnie ze znalezionymi radami osób, które blogują dłużej ode mnie, zaplanować i przygotować 30 pierwszych wpisów. Albo chociaż 10. Cóż, zupełnie mi się to nie udało- wokół tyle się dzieje, że nie potrafiłam wybrać, o czym pisać najpierw, bo gdy zaczynałam jednego dnia, drugiego już pojawiała się inna ważna rzecz i wydarzenia z dnia poprzedniego przestawały mieć znaczenie. Przygotowanie straciło w moich oczach sens, bo w końcu chcę pisać o tym, co dzieje się tu i teraz, a nie przedstawić Wam instrukcję krok po kroku, jak samodzielnie zbudować wehikuł czasu- to z pewnością wymagałoby większego merytorycznego przygotowania.

Zresztą- spójrzcie, gdzie jesteście. To Chaotyczny Niecodziennik. Nie mogę Wam obiecać, że wszystko zawsze będzie na miejscu i sensownie, za to mogę obiecać, że będę pisać od serca.

Dobrze, dobrnęliśmy do końca pierwszego wpisu i myślę, że zagadałam Was na tyle skutecznie, że aż do tej chwili nie zorientowaliście się, że nie napisałam tu nic konkretnego. Mam Was!

I liczę, że wrócicie. 🙂