Okładka książki pt. "Zagłada i czekoladki" z rozkrzyczanym, rysunkowym ludzikiem na środku
Ta notatka będzie krótka, bo i książka długa nie była. 😁

Jest napisana dokładnie w stylu, w jakim mówi Abelard Giza (autor). Czytając ją miałam poczucie, jakbym czytała występ standupowy – w tym dobrym znaczeniu.

Czy to tylko żarty?

Ogólnie jestem fanką Abelarda. Bardzo lubię jego mocne żarty, takie „w punkt”, które najczęściej są też bardzo trafnymi i często bezlitosnymi spostrzeżeniami. Nie zabrakło ich także w tej książce. Było tu kilka historii z kategorii „to nie miało prawa się wydarzyć” – a jednak się wydarzyło i zostało anegdotą. Humor osiągał często poziom absurdu. Jednocześnie, mimo że cały monolog jest utrzymany w bardzo lekkim tonie, często łapała mnie refleksja i myślałam sobie: „Hmm, w sumie racja” albo „Kurczę, tak jest i to smutne”. Niektóre poruszone tematy chodziły za mną jeszcze przez jakiś czas po przeczytaniu.

To raczej nie jest lektura, do której będę wracać często. Może co kilka lat. 😄Czytałam ją jednak z przyjemnością, wiele razy zaśmiałam się na głos, miałam też po niej kilka refleksji (w tym również o moim własnym pisaniu), więc uważam, że spełniła 100% moich oczekiwań. 😀


Jeśli też masz ochotę ją przeczytać, swój egzemplarz możesz kupić na stronie Abelarda. Upewnij się tylko, że też lubisz Abelarda. Jeżeli jego występy to nie jest Twój klimat, książka prawdopodobnie też nie przypadnie Ci do gustu. Jeśli natomiast też jesteś fanką_em, spędzisz miło kilka wieczorów (chyba że bardzo szybko czytasz, to mniej). 😀