Denerwuje mnie kult weekendu. Czy naprawdę wszystko, co najlepsze, dzieje się między piątkowym popołudniem a niedzielnym wieczorem? Czy poniedziałek zawsze musi być najcięższym dniem tygodnia?

Gdy przez jakiś czas pracowałam w gastronomii, weekend w zasadzie dla mnie nie istniał- był mi całkowicie obojętny, bo i tak w któryś dzień zawsze pracowałam. Teraz jestem za biurkiem od 8.00 do 16.00, od poniedziałku do piątku… I dalej nie rozumiem czekania na weekend. Nie powinniśmy czekać raczej na poniedziałki?

Zaczynam od… poniedziałku!

W końcu tak to zwykle wygląda, prawda? Zacznę ćwiczyć! No… od poniedziałku. Będę regularnie sprzątać! Zaczynam w poniedziałek! Przechodzę na dietę! Od poniedziałku, w weekend jeszcze pizza i piwo. Skoro nasze lepsze życie zaczyna się w poniedziałek, czemu czekamy na weekend? 😀 Sama lubię planować początek czegoś właśnie na pierwszy dzień tygodnia. Przez sobotę i niedzielę planuję, wymyślam, a w poniedziałek zaczynam- wtedy tym bardziej nie mogę się doczekać. Gorzej, gdy w poniedziałek zaczyna się coś, na co wcale nie czekaliśmy i co nie będzie przyjemne…

Ciężki początek tygodnia

Bywa i tak- akurat w ten dzień wszystko zwala się na głowę. Telefony od klientów się urywają, a połowa z nich jest nieuprzejma i obwinia nas za całe zło tego świata. Obiad się przypalił, w lodówce znaleźliśmy mięso, które miało być zjedzone dwa tygodnie temu i właściwie jeśli coś jeszcze mogło nie pójść po naszej myśli, to nie poszło. Ale to nie wina poniedziałku, że jest akurat na początku tygodnia. Taki ciężki poniedziałek może zdarzyć się równie dobrze w środę, a nawet sobotę. Chyba każdy z nas zna to uczucie, kiedy budzimy się i wiemy, że będzie ciężko – po prostu mamy przeczucie, że dotrwanie do końca dnia będzie nie lada wyzwaniem.

Jasne- dla wielu z nas poniedziałek oznacza początek tygodnia roboczego. Czyli nie będziemy mieć tyle czasu na przyjemności, będziemy wykonywać domowe obowiązki i nie bardzo będzie można tak po prostu nic nie robić. Tyle, że myśląc w ten sposób, sami nastawiamy się negatywnie. W końcu to, co będziemy robić, zależy w dużej mierze od nas samych i tego, jak zorganizujemy swój czas.

Dobry start

W ten sposób wolę myśleć o każdym poniedziałku. Aktualnie jestem w trakcie wyzwania, które sama sobie rzuciłam. Zróbmy małą retrospekcję:

Ja: *leżę na kanapie i oglądam serial*

Głos w mojej głowie: Ej, Dżoana, nie podpuszczam, ale założę się, że nie dasz rady robić pięciu treningów tygodniowo przez miesiąc!

Ja: Ja nie dam rady?! Potrzymaj mi piwo!

Zaczęłam, oczywiście, od poniedziałku i każdy kolejny oznacza dla mnie, że jestem w moim wyzwaniu coraz dalej, a to dla mnie duży powód do dumy. I już teraz czuję, że na jednym miesiącu się nie skończy. Czekam na poniedziałek, żeby rozpocząć kolejną serię treningów i udowodnić sobie, że dam radę.

Ale jest wiele innych powodów, dla których można czekać na poniedziałek: wieczorne wyjście do kina, przepyszny obiad, poranny spacer z psem, popołudniowa kawa z przyjaciółką…

W poniedziałki można wszystko! W końcu to tylko nazwa dnia tygodnia. 😉