Okładka książki "Szepty Moai"
„Ile w końcu jest tych Wysp Wielkanocnych??”. W tej książce znajdziesz odpowiedź. Znajdziesz też o wiele więcej – opowieści o szalenie interesującej kulturze, intymne rozmowy, pytania o to, co NAPRAWDĘ ważne w życiu oraz trochę magii, a właściwie - many. To książka, od której zaczęłam rok - i to był bardzo dobry początek!

To książka o Wyspie Wielkanocnej. A właściwie o Rapa Nui, bo to jest poprawna nazwa, preferowana przez mieszkańców. Kiedy lata temu poznałam Ewę, autorkę książki, to były pierwsze rzeczy, których dowiedziałam się w początkowej fazie znajomości. Wyspa jest JEDNA i nazywa się Rapa Nui. I gdzieś tam jest wielki kawałek serca Ewy. Albo i nawet całe, a na co dzień, w Polsce, Ewa działa na jakimś zastępczym.

Ewa powiedziała mi, żebym przeczytała sobie tę książkę na spokojnie, jak będę mieć czas. Zapewniła mnie, że zostanę przez nią zawołana, kiedy przyjdzie odpowiedni moment. I faktycznie tak się stało. Odłożyłam ją na biurko w bożonarodzeniowym zamieszaniu. Mój wzrok padł na nią jakiś czas później, gdy potrzebowałam odetchnąć po świętach. Zaczęłam czytać i łzy ciekły mi po policzkach przez cały pierwszy rozdział.

Skąd te wzruszenia?

Zacznę od tego, co – jestem prawie pewna – będzie wyczuwalne nawet wtedy, gdy nie zna się osobiście autorki. Od samego początku da się wyczuć wielką miłość i szacunek do miejsca, które Ewa opisuje. Zwłaszcza, że osoba czytająca od razu jest wciągnięta w środek spotkania, które jest nieco tajemnicze, nieco niepokojące, ale też bardzo ważne, emocjonalne i ekscytujące. Ewa odwiedza ze swoim przewodnikiem jedno z ważnych historycznie miejsc na wyspie – i zabiera nas tam ze sobą.

Ewa w ogóle bardzo plastycznie wszystko opisuje. Jedną z najbardziej zachwycających mnie rzeczy jest zdecydowanie to, jak płynnie zmienia się klimat i nastroje. Jest taki rozdział, w którym autorka gna na spotkanie. Jest już spóźniona, przemoczona i wszystko, co może pójść nie tak – idzie nie tak i dodatkowo ją spowalnia. Czytając zostałam wrzucona w sam środek pędu, chaotycznych i szybkich myśli i aż zaczęłam się stresować CZY ZDĄŻYMY. Kiedy w końcu docieramy z Ewą na miejsce, jej pośpiech i roztrzepanie zderza się z całkowicie innym zachowaniem mężczyzny, z którym przyjechała rozmawiać. On jest spokojny, opanowany, nigdzie mu się nie spieszy. I ten kontrast jest wspaniale oddany, czuć go od razu!

No dobrze, ale czemu jeszcze płakałam przez cały pierwszy rozdział? Na pewno nie bez powodu było to, że znam Ewę już od kilku lat. Kontakt mamy raz częstszy, raz rzadszy. Ona jest spontaniczną podróżniczką, ja lubię mieć poukładaną rutynę i mam zepsuty gen podróżniczy. Łączy nas jednak jakiś rodzaj wrażliwości na świat i ludzi. Chyba dlatego nie tylko wiedziałam (bo nie raz pojawiało się to w rozmowach), ale na jakimś poziomie pewnie też czułam, jak bardzo ta książka jest ważna. Trzymałam w rękach czyjeś spełnione marzenie! I bardzo nie chciałam zalać go morzem łez, więc starałam się kapać nimi na spodnie i wycierać w rękaw, a nie chlipać tuż nad świeżo zadrukowanymi stronami.

Ta książka jest dla każdego

Początkowo miałam obawy, że te opowieści będą może zbyt intymne – jakbym zaglądała komuś do pamiętnika. Nic bardziej mylnego! Są w tej książce intymne momenty, w których czułam się, jakbym trochę podglądała i przysłuchiwała się w rozmowie. Ale są też pełne akcji szerokie kadry, w których dzieje się mnóstwo rzeczy. Przenikają się. Klimat zmienia się płynnie i naturalnie. Czułam się niemal prowadzona za rękę po wyspie. Poznałam miejsca i tematy ważne dla Ewy i dla Rapanujczyków, ale też odrobinę (czuję, że autorka ma na ten temat jeszcze dużo do powiedzenia!) lokalnej kultury i zwyczajów (pokochasz energiczny rozdział o festiwalu Tapati!).

Gdyby nie mój zepsuty gen podróżniczy, po przeczytaniu tej książki pewnie założyłabym skarbonkę specjalnie na tę podróż i już spakowała plecak (bo to znacznie prostsze niż odłożenie odpowiedniej kwoty). Nawet jeśli jesteś osobą podróżosceptyczną, jak ja, to i tak zachęcam Cię do przeczytania Szeptów Moai. To nie jest sztywny przewodnik po Rapa Nui. Wiele w tej książce refleksji i tematów do samodzielnego przemyślenia. Część z nich, w zestawieniu z naszymi europejskimi zwyczajami, może zaskoczyć czy wzbudzić jakiś dyskomfort. Ale warto to do siebie dopuścić z ciekawością, pomyśleć, odpowiedzieć sobie w myślach i w serduchu.

Czuję, że Moai jeszcze nie raz mnie do siebie zawołają i będę wracać do tych historii. One są z tego rodzaju, że w różnych momentach życia zwraca się w nich uwagę na coś innego i przy każdym kolejnym spotkaniu z ich bohaterami różne myśli i odpowiedzi mogą przyjść do głowy.

Chcesz dowiedzieć się więcej o książce?

Serio, daj się Ewie zabrać w tę podróż! Nie ma lepszej przewodniczki. 💖