
Piekielna korpo (opowiadanie)
Zwyczajny dzień w piekielnej korpo oczami początkującej cyrografistki.

Zwyczajny dzień w piekielnej korpo oczami początkującej cyrografistki.

Jedną z najlepszych rzeczy w naszym domu jest gniazdo jaskółek, zaraz na wprost wejścia. Od wiosny do jesieni chodzę tam co chwilę i podglądam, jak toczy się ptasie życie.

Bardzo długo identyfikowałam się jako córka alkoholika, który później miał Alzheimera. To była olbrzymia część mojej tożsamości. Chyba nie do końca wiedziałam, kim jestem, jeśli się to odejmie. Co pamiętam teraz? Kim jestem dziś?
Noc. Ja za kierownicą seata. Obok przerażona koleżanka. Za mną – wóz policyjny na sygnale. Pewnie zastanawiasz się, jak znalazłam się w tej sytuacji.

Momentami ogarnia mnie olbrzymi smutek, oczy wilgotnieją, nozdrza się rozszerzają, a oddech przyspiesza. Ja dożyję pewnie osiemdziesiątki, ale jak długo jeszcze będzie ze mną Nela?

Rower. Cudowne urządzenie, dzięki któremu z łatwością rozpoznaje się zmiany w terenie (z górki/pod górkę) i stan nawierzchni (gładko/wyboje). Można się też na nim przemieszczać.

Wiosną 2024 przemarzły mi drzewa. Zdążyły już zakwitnąć, a tuż przed majówką jeszcze przyszedł przymrozek i wszystko zepsuł. Mieliśmy dokładnie 17 wisienek, z czego 15 […]

Co jakiś czas widzę propozycje utworzenia miejsc bez dzieci – hoteli, restauracji, osiedli. Co będę ściemniać – wkurza mnie to.

Czy AI to zły robot, który „przyjdzie i zabierze”? Pracę, kreatywność, sens tworzenia? A może to tylko narzędzie, które warto oswoić? Może to nie koniec świata, tylko… nowy początek?

Potrzebuję pobyć sama. Nie być częścią grupy. Na nowo odnaleźć moje sposoby na to, żeby strumień myśli popłynął, a sceny z mojej głowy nie uciekały, kiedy tylko próbuję je zapisać. Potrzebuję się nie inspirować, zamknąć w moim światku.