Statystyka czasu czytania z czytnika - średnio 10 minut dziennie.
O tym, czy czytanie 10 minut dziennie ma sens, czy jest wystarczające i ile udało mi się w ten sposób przeczytać.

Powrót do czytania

We wrześniu pisałam o tym, jak zacząć robić rzeczy i że pomaga mi w tym zasada 10 minut. Zakłada ona dokładnie to, co myślisz – poświęcanie danej rzeczy 10 minut dziennie, CODZIENNIE (przeczytaj tekst o zasadzie 10 minut, jeśli chcesz poznać więcej pomocnych podpowiedzi, jak wdrożyć ją u siebie). W 2023 roku ta metoda pozwoliła mi na powrót do ruchu po wielu miesiącach bezruchu. Zaczynałam od 10 minut jogi, a pod koniec 2025 r. chodziłam już regularnie na siłownię na 3 godziny zajęć (i już kombinuję, jak tu dodać czwarty trening).

W 2025 roku postanowiłam sobie, że w ten sposób wrócę do czytania. Zero presji, zero postanowień w stylu „X książek na miesiąc”, „Y książek do końca roku”. Żadnego nazywania listy książek, które chcę przeczytać, „stosikiem wstydu”.

Porzuciłam czytanie z bardzo wielu powodów. Nie miałam dostatecznego skupienia. Nie sprawiało mi to frajdy. Zamiast wciągnąć się w historię, analizowałam użyte zwroty, szyk zdań, budowę fabuły i głębię bohaterów. Niewiele było w stanie mnie zainteresować i zaskoczyć. Mój pisarski mózg wiedział, jak by to napisał na miejscu autorki_a, żeby wzbudzić w osobie czytającej konkretne emocje. W końcu jednak poczułam, że chcę wrócić do czytania. Poznać nowe historie. Dać się poruszyć. Nakarmić mózg.

Żeby powrót się udał, ustaliłam kilka zasad. Najważniejsza: zawsze mieć coś do czytania. Przechodzić między książkami płynnie, bez przerw. Inaczej wyjdę z rytmu. Do tego postanowiłam nie czytać na siłę. Jeśli coś mi wybitnie nie podejdzie – porzucam. Żadnego zmuszania się do czytania, żeby sobie nie obrzydzić. I najważniejsze, oczywiście – czytać 10 minut dziennie, codziennie.

10 minut dziennie – czy faktycznie tyle wystarczyło?

Postanowiłam, że te 10 minut na czytanie będę poświęcać przed snem. Zwykle scrollowałam wtedy telefon, czekając na męża. Zamiast scrollowania wskoczyło czytanie.

Nie będę ściemniać – to nie zawsze było 10 minut. Czasem to było 15-20, jeśli moje czekanie się przeciągało. Czasem to była nawet godzina czy dwie dziennie, bo niektóre książki okazywały się tak wciągające, że olewałam dla nich inne rozrywki i doczytywałam też w wolnych chwilach w ciągu dnia, kiedy tylko mogłam. Albo po prostu miałam więcej wolnego czasu.

Innym razem to było tylko 5 minut, 2 minuty, 1 albo zero. Wtedy, gdy sięgałam po książkę, ale oczy tak bardzo mi się już kleiły, że niemal od razu usypiałam. Podobnie gdy już brakowało mi skupienia i orientowałam się, że czytam trzeci raz ten sam akapit, nic nie rozumiejąc. W takich sytuacjach nie katowałam się moim postanowieniem. Po prostu odkładałam książkę i szłam spać.

Te 10 minut było umową z samą sobą. Było po to, żeby na nowo zacząć czytać. Jednocześnie od razu wiedziałam, że będę elastyczna. Bo przecież jaki jest sens się powstrzymywać, gdy książka wciąga i po prostu chcę czytać więcej? Przecież taki był mój cel – więcej czytać. 😀 Nie mogę zatem powiedzieć, że to zawsze było 10 minut dziennie, z zegarkiem w ręce. Ale mogę powiedzieć, że to był mój punkt wyjścia, dzięki któremu w minionym roku naprawdę czytałam CODZIENNIE. 💪

Ile książek przeczytałam?

Ich liczba zaskoczyła nawet mnie. Chociaż nie miałam żadnych oczekiwań i liczbowych postanowień, to gdzieś tam mimowolnie szacowałam. W końcu 10 minut dziennie to mało minut. Nawet zakładając, że na niektóre książki poświęcę więcej czasu, obstawiałam, że skończę ich 5, może 6.

Wiesz, ile ich było? Siedemnaście. SIEDEMNAŚCIE! Ostatnią skończyłam czytać dokładnie w Sylwestra.

Oczywiście zawsze można się przyczepić, że można więcej. No można. 😁 Ale mnie osobiście zaskoczył i ucieszył ten wynik. Zaskoczył – bo wiesz już, że szacowałam mniejszą liczbę. Ucieszył – bo powrót do czytania zaliczam jako udany. Tych książek mogłoby być więcej. Gdybym oglądała z mężem wieczorami mniej seriali (ich lista w moim notesie jest zdecydowanie dłuższa niż książkowa), gdybym nie grała w gry, nie nagrywała na YouTube, nie pisała dziennika, bloga ani nie wrzucała treści na Instagram. Jednak każda z tych rzeczy również sprawia mi frajdę i nie ma się co oszukiwać, że nie będę im poświęcać czasu – bo będę. Bo je też lubię. 😀

Czy warto czytać przez te 10 minut dziennie?

TAK!!!

Jeśli tylko chcesz, masz ochotę, ale nie masz czasu na czytanie, to naprawdę poświęć te 10 minut, które masz, zamiast czekać na idealny moment. I serio – przeczytaj o zasadzie 10 minut.

Nawet, gdybym naprawdę nie była w stanie wygospodarować dodatkowych minut na czytanie dla najbardziej wciągającej książki, to wciąż 10 minut czytania dziennie. Czyli o 10 minut mniej gapienia się w ekran, 10 minut więcej czasu dla siebie, 10 minut w skupieniu. Naprawdę nie ma znaczenia, ile książek uda Ci się przeczytać w ciągu roku. To nie jest konkurs i nie wyryją Ci wyniku na nagrobku.

Pamiętam kampanię reklamową fundacji Cała Polska czyta dzieciom, z hasłem: „Czytaj dziecku 20 minut dziennie. Codziennie”. Dlaczego by nie dać sobie samej_mu choćby połowy tego czasu?

A listę przeczytanych książek, razem z krótkim komentarzem, podrzucę w kolejnym tekście. 😁