I w końcu stało się! Na bloga wpada pierwsze opowiadanie! Hipermarket, gburowata kasjerka i ucieczka - co z tego wyjdzie? PRZEKONAJMY SIĘ!

PIK! … PIK! … PIK!

Hermenegilda bezmyślnie przesuwała nad skanerem produkt za produktem, po każdym z nich automatycznie zerkając na monitor, żeby sprawdzić, czy na listę wskoczyła nowa pozycja.

PIK! … PIK!

– Karta na punkty – rzuciła w przestrzeń. Jeszcze 382 minuty do końca zmiany. W odpowiedzi na jej pytanie, klient pokręcił głową. – Karta, gotówka – westchnęła znów, na co mężczyzna podniósł na wysokość twarzy prostokątny plastik. Podsunęła w jego stronę terminal. – Przyłoży kartę, wpisze pin, naciśnie zielony – poleciła, choć zrobiłby to też bez jej instrukcji. Oparła głowę na ręce i patrzyła na drukujący się paragon. – Potwierdzenie – znów zaprzeczenie ruchem głowy.

Oderwała paragon, bez słowa położyła go na pleksę i patrzyła, jak klient przechodzi na koniec taśmy i zaczyna pakować swoje zakupy. Zerknęła na kolejną osobę w kolejce, a później znów na mężczyznę.

– Zagęści ruchy – rzuciła, sprawnie odsuwając część produktów dalej od siebie. Mężczyzna uniósł brwi, ale bez protestów przyspieszył pakowanie, a Hermenegilda rozpoczęła obsługiwanie kolejnego klienta.

PIK! … PIK! … PIK! … Zsunęła maseczkę, odsłaniając nos, żeby było jej wygodnie oddychać. Kątem oka zauważyła zbliżającą się postać.

– Gdzie się pcha z tym koszykiem?! – Ryknęła na kobietę, która próbowała dołączyć do kolejki. – Maszyna nie kazała podejść! Cofnie się! Półtora metra odstępu zachowa!

Kobieta spłoszyła się i natychmiast wróciła za taśmę, czekając, aż usłyszy numer kasy, do której ma się ustawić.

– Herrrrrmenelgilda proszona do działu z nabiałem, powtarzam, Herrrrrrmenelgilda proszona do działu z nabiałem – rozbrzmiało z głośników.

– Położy za swoimi zakupami – kasjerka podała duży separator klientce, którą obsługiwała. – Przejdzie do drugiej kasy – rzuciła do kolejnej, nawet na nią nie patrząc.

Skończyła kasować produkty, odpytała klientkę z kart lojalnościowych i z metody płatności, a następnie zablokowała kasę i niespiesznie ruszyła w stronę odpowiedniej alejki. Powinni im kupić elektryczne hulajnogi, w końcu ile można łazić w tę i na zad? Natrafiła na przeszkodę w postaci dwóch wózków, ustawionych po obu stronach alejki przez panie, które akurat oglądały towary na promocyjnej wystawce.

– Myślą, że są same w sklepie? – Zapytała, z dezaprobatą kręcąc głową. – Nie zastawiają przejścia, robią zakupy.

Zaczęła rozsuwać wózki na boki, sapnęła jeszcze kilka razy i w końcu udało jej się przejść dalej. Z trudem, bo klientki wcale nie miały zamiaru zejść jej z drogi. Jej nadwaga też nie ułatwiała zadania. Co za baby.

Kiedy dotarła do działu nabiału, młody kierownik już czekał na nią przed półką z jogurtami.

– No, dzień dobry, pani Gildo – powitał ją z uśmiechem. Odpowiedziała ruchem głowy i wsparła ręce na biodrach, zagarniając do tyłu poły służbowej kamizelki. – Pan tutaj mówi, że na jogurtach jest cena 1,45 zł za sztukę, a na paragonie ma wbite 2,30 zł.

Hermenegilda westchnęła, wyrwała klientowi paragon z ręki i szybko przejrzała wszystkie pozycje.

– Co jest napisane na cenówce? – Zapytała, wyczekująco patrząc na sprawcę całego zamieszania.

– „Przy zakupie sześciu sztuk” – przeczytał ten, pochyliwszy się w stronę regału.

– Ile sztuk kupił? – Drążyła Hermenegilda.

– Cztery – odpowiedział klient.

– To kto jest głupi?

– Pani Gildo! – Zawołał z oburzeniem kierownik. – Przepraszam pana najmocniej, zapraszam do kasy, oczywiście zwrócimy różnicę. Pani Gildo…! – Rzucił raz jeszcze w stronę pracownicy, starając się wyglądać na rozzłoszczonego. Zmarszczone brwi na młodej, ledwo dwudziestoparoletniej buźce nie robiły jednak na czterdziestosześcioletniej Hermenegildzie żadnego wrażenia.

Kobieta odprowadziła ich wzrokiem do końca alejki, po czym odwróciła się w stronę chłodni. Poprawiła poprzesuwane plastikowe uchwyty z informacjami o promocjach, tak aby każdy znajdował się pod odpowiednim produktem. Przesunęła kilka sztuk nabiału z końca półki na sam przód i niespiesznie ruszyła, skąd przyszła. Uznała, że skoro już w końcu wstała od kasy, rozprostuje trochę kości i zrobi obchód po sklepie.

Idąc główną alejką rozglądała się, szukając jakichkolwiek artykułów, które wymagałyby odniesienia na swoje miejsce, ale o dziwo nie znalazła żadnej sztuki mięsa poza chłodnią ani nawet paczki chipsów, porzuconej na zgrzewkach Coli. Skręciła w dział ze słodyczami, licząc, że przy stanowiskach z cukierkami na wagę znajdzie napełnione, porzucone woreczki, które będzie trzeba rozwiązać i przesypać ich zawartość z powrotem do odpowiednich pojemników. Zamiast nich zauważyła jednak wysokiego, chudego chłopaczka, który rozglądał się na boki i małymi garściami pakował różne rodzaje cukierków do wewnętrznej kieszeni swojej za dużej bluzy.

– Hej! – Zawołała donośnym głosem Hermenegilda. Chłopak podskoczył i natychmiast odwrócił się w jej stronę, a napotkawszy jej spojrzenie od razu rzucił się do ucieczki. – Wracaj tu, gnoju i oddawaj cukierki! – Zawołała za nim, doskonale zdając sobie jednak sprawę, że ten łobuz dobrowolnie nie wróci.

Ale nie z nią te numery. Znała ten sklep jak własną kieszeń. Jeśli gówniarz dobiegnie do bramek, może zapomnieć o schwytaniu go. Zamiast biec za złodziejem, odwróciła się na pięcie i najszybciej jak mogła, popędziła główną alejką w stronę działu ze słonymi przekąskami – wybiegnie z drugiej strony, ich drogi się przetną i chłopaczek dalej nie poleci!

Zerwała z twarzy maseczkę, która utrudniała oddychanie i zaskakująco szybko – nawet dla samej Hermenegildy – dotarła do końca półek, pełnych chipsów o najróżniejszych smakach. Dokładnie w tej samej chwili złodziej przebiegł jej przed nosem. Wypadła zza rogu i chwyciła gówniarza za kaptur, co wprawdzie go spowolniło, ale tylko na chwilę. Jej chwyt był zbyt słaby i od razu poczuła, jak materiał wyślizguje jej się z palców. Zamiast biec dalej, chłopaczek najwyraźniej postanowił zgubić ją w labiryncie sklepowych regałów. Śmiejąc się, skręcił w najbliższy dział, ten z przyprawami – tym razem Hermenegilda pognała jego śladem. Wrócili do głównej alejki. Gówniarz chyba planował robić kółka, aż kasjerka się zmęczy i da mu spokój. Niedoczekanie!

Wbiła wzrok w swój cel i sięgnęła do swojego wnętrza, po głęboko ukryte pokłady energii, które przez ostatnie siedem lat magazynowała, leżąc wieczorami na kanapie i oglądając powtórki CSI różnych miast. W chwili, w której udało jej się porządnie rozpędzić, na jej trasie niespodziewanie wyrósł kierownik.

– No, pani Gildo! – Zawołał z dezaprobatą, widząc pędzącą kasjerkę.

– Nie teraz, mam pościg! – Odkrzyknęła kobieta krótko i zwięźle, żeby nie marnować powietrza na zbędne wyjaśnienia i przepchnęła mężczyznę na bok, bo nie zdążył usunąć się z drogi.

Cukierkowy Zbrodniarz, jak nazwała w myślach złodzieja, zerknął przez ramię, żeby oszacować swoją przewagę i niemal w tej samej chwili wpadł na wózek sklepowy, pchany przez kobietę, wychodzącą akurat z kolejnej alejki. Zahaczył o jego przód, więc stracił równowagę. Potknął się, ale nie upadł całkowicie. Wstał szybko, rozejrzał się i widząc nadciągającą kasjerkę, ponownie skręcił.

Hermenegilda zrobiła to samo, planując raz jeszcze zablokować go w drodze do bramek, ale jej gromadzona przez siedem lat energia właśnie się wyczerpała. Poczuła, że zaczyna brakować jej powietrza, do tego doszło nieprzyjemne kłucie w boku. Złodziej mignął jej przed oczami chwilę przed tym, jak wypadła z bocznej alejki. Widząc, że ma już prostą drogę do wyjścia z marketu, nabrała do płuc najwięcej powietrza jak mogła i wrzasnęła w stronę stojącego przy bramkach ochroniarza:

– Kazik, łap go! Ukradł Zozole!

Kazik, emerytowany pracownik stacji paliw, obecnie ochroniarz na pół etatu, bez wahania stanął między chłopaczkiem a wyjściem, drobnym kroczkami przemieszczając się to w lewo, to w prawo i próbując wyczuć, którą z trzech bramek spróbuje wybrać złodziej.

Widząc go, Cukierkowy Zbrodniarz chyba spanikował, bo zatrzymał się i zaczął biec w przeciwnym kierunku, ale stamtąd nadciągała już Hermenegilda. Podjął szybką decyzję, aby spróbować jednak szturmować bramki, ale było już za późno – zdążył się jedynie obrócić, a chwilę później usłyszał za plecami wrzask. Został powalony na podłogę i przygnieciony do niej całym ciężarem ciała zawziętej kasjerki.

– Po co żeś kradł te cukierki?! – Zapytała Hermenegilda, żałując, że nie ma lampki, którą mogłaby poświecić kryminaliście w twarz.

– Zakład! To był zakład! – Odpowiedział od razu chłopak, na tyle wyraźnie na ile mógł, mając policzek przyciśnięty do ziemi.

Kobieta podniosła się z trudem i od razu chwyciła gówniarza za kaptur, żeby znów nie uciekł.

– Kazik, skuj go – nakazała, przekazując kaptur ochroniarzowi. Obok nich ponownie pojawił się kierownik, ale nie zdążył zadać żadnych pytań.

– Tak to robimy na mojej zmianie – oświadczyła Hermenegilda, otrzepując ręce.


Jeżeli Ci się podobało i masz ochotę na więcej, zapisz się na Newsletter – wtedy świeże opowiadanie będzie wpadało co miesiąc na Twoją skrzynkę! Więcej szczegółów (i formularz zapisu!) znajdziesz TUTAJ. 😀

A powyższe opowiadanie powstało na podstawie ankiety, którą wrzuciłam w zeszłym tygodniu na Instagramie – osoby, które mnie obserwują, mogły oddać głosy i w ten sposób zadecydować o kilku elementach opowiadania. W ten sposób udało się ustalić, że bohaterką będzie kobieta o imieniu Hermenegilda (jedyne imię, które powtórzyło się dwa razy!), akcja będzie się działa w hipermarkecie, a głównym tematem będzie ucieczka. Jak mi poszło łączenie wątków? 😀

Jestem pewna, że jeszcze kiedyś powtórzymy tę zabawę, więc jeśli jeszcze nie obserwujesz mnie na Instagramie, a chcesz mieć wpływ na kolejną historię, pora nadrobić zaległości. 😀 Znajdziesz mnie jak zwykle pod nazwą @chaotyczny_niecodziennik. 😀