Jestem handlowcem, a to oznacza kontakt z ludźmi - albo przez telefon, albo na spotkaniach. A w czym problem? Czy odwiedzili nas zagraniczni kontrahenci, z którymi nie mogliśmy dojść do porozumienia? Nie - do biura przyjechał nasz informatyk.

Jestem siostrą i narzeczoną informatyka (to znaczy – dwóch różnych informatyków). Może przez to miałam trochę skrzywiony obraz tego, jak się z nimi rozmawia – uważałam memy za trochę przesadzone. Dzisiejszy dzień udowodnił mi jednak, że internet nie kłamie. *

Informatyk przyjechał, żeby przygotować komputery dla nowych pracowników. Poprosiłam zatem, żeby zajrzał do mnie jak skończy, bo nie działał mi jeden z ważniejszych firmowych programów – a, jak łatwo się domyślić, tak nie może być.

I od razu chcę zaznaczyć – nie jestem człowiekiem z kategorii panie, gdzie mnie pan ten monitor zabiera, ja mam ważne rzeczy na pulpicie. Nie. Ja naprawdę jakieś tam zasady działania komputera i programów przyswoiłam.

Nasz Informatyk ze swoim głównym zadaniem poradził sobie dość szybko. A właściwie pierwsze stanowisko ogarnął błyskawicznie, z drugim szło mu jakoś długo – a że z pokoju, w którym pracował, dochodziły rozmowy, poszłam zapytać, czy o mnie pamięta. Hm, nie – usłyszałam w odpowiedzi. Ale już za drugim razem jak przyszłam, zapytał, co mi nie działa. Wyłuszczyłam problem, na co Informatyk nakazał: pokaż mi (dokładnie jak Morfeusz w „Matrixie”!)

Mam ci pokazać, jak mi program nie działa? – upewniłam się. Potwierdził, kiwając głową. Poszłam, pokazałam. Rzeczywiście – nie działał.

I tu zaczyna się ten fragment, w którym nie przytoczę wiernie rozmowy, bo nie umiem po informatycznemu.

Informatyk: to trzeba wgrać nową bazę danych.
Ja: aha.

*cykanie świerszczy*

Ja: To możesz to zrobić?
Informatyk: A jaką bazę ci wgrać?
J: Zaraz, ja mam wiedzieć?
I: Przecież ty będziesz z tego korzystać.
J: Nie wiem, jaka baza jest mi potrzebna. Potrzebuję programu do tego i tego, a jak to ma być przygotowane to nie mam pojęcia.
I: Ja rozumiem, do czego ci program jest potrzebny. To jaką bazę ci wgrać?
J: (WŻTR**, czy tam YOLO – już i tak wziął mnie za głupszą niż jestem!) A jakie są do wyboru?

To ten moment, kiedy oboje wiemy, że się nie rozumiemy, bo ja słyszę tylko serię niezrozumiałych pojęć, a on widzi tą, co to ma ważne rzeczy na pulpicie. Rozmowa trwa jednak dalej:

I: Możesz mieć taką, jaką mają chłopaki… Albo wziąć od dziewczyn…
To ja poproszę damską! – Chcę odpowiedzieć, ale wpadam na lepszy pomysł:
J: Zapytajmy może kierownika. Chyba powinien lepiej wiedzieć, do czego mam mieć dostęp.

Dalej było już tylko zdziwienie, że wstałam od biurka i chciałam iść do pokoju obok, zamiast napisać do kierownika na komunikatorze. Tu na szczęście miałam dobry argument na podparcie mojej decyzji – zegarek, który mierzy aktywność.

Kierownik rozwiązał nasz problem. Właściwie rozwiązałabym go sama, gdybym od razu miała powiedziane, że chodzi o skopiowanie bazy danych od innego pracownika i mam sobie po prostu wybrać, którego lubię najbardziej. 😉

Czasem się dziwię, jakim cudem ja maturę zdałam.


* moja ulubiona ciekawostka z internetu to ta, że pawie po przyjściu na świat są białe. Kolorów nabierają dopiero po spróbowaniu ludzkiego mięsa.

** Wszak Żyjem Tylko Raz – Adam Mickiewicz, Pieśń filaretów.