Lubię robić pranie - to znaczy lubię dlatego, że robi je za mnie pralka i o ile nie wleję płynu do prania w miejsce płynu do płukania to wszystko jest ok. A później trzeba posortować skarpetki...

Mój chłopak ma same białe skarpetki. To oznacza dramat przy sortowaniu. Jest ich dużo, są prawie identyczne i nawet pralka nie próbuje ich rozdzielić. Ile włożę, tyle wyjmę i niestety trzeba dobrać w pary je wszystkie.

Należy się przy tym wykazać ogromną spostrzegawczością i w pierwszej kolejności sprawdzić ściągacze – jedne są bardziej bardziej pomarszczone, inne mniej. Ale to nie wszystko! Część gładkich ściągaczy jest grubsza i trzeba wziąć to pod uwagę. Dlatego należy wylosować skarpetkę, a później cierpliwie kopać w poszukiwaniu pary… Gdyby było nas w domu więcej, z pewnością uczyniłabym z tego rozrywkę dla całej rodziny. Zamiast odkrywania po dwie karty i zapamiętywania położenia poszczególnych obrazków, każdy w swojej turze sprawdzałby zgodność wybranych skarpetek.

Tak więc oceniam rodzaj ściągacza – gładki lub pomarszczony – a także jego grubość. Następnie na parę trzeba spojrzeć z dystansem – czy na pierwszy rzut oka pasują do siebie? Cóż, obie są białe, więc tak. Ale czasem, pomimo zgodności ściągacza, jedna skarpetka jest cieńsza od drugiej. Wtedy trzeba się cofnąć do poprzedniego kroku. Grubość materiału się zgadza? Świetnie! Pora ponownie spojrzeć na całokształt, ponieważ część skarpetek jest mniej, a część bardziej rozciągnięta i często po przyłożeniu ich do siebie okazuje się, że jedna jest krótsza. Czy, na mocy nadanego sobie podczas przeprowadzki prawa, mogę uczynić je nową parą? Tak, ale robię to tylko w przypadkach skrajnej desperacji. A później i tak mój chłopak je rozdziela i wzdycha, jak to znów pomieszałam mu skarpetki.

Jaki jest zatem mój sposób na odpowiednie i szybkie posortowanie? Po pierwsze, najpierw wieszam „duże” pranie – czyli koszulki, spodnie i całą resztę, bo wśród nich lubią się znaleźć zbłąkane osobniki. Następnie wieszam swoje skarpetki. To idzie sprawnie, bo moje są mniejsze i różnokolorowe, żeby nie było wątpliwości, które z nich do siebie pasują (można? Można!).

I na sam koniec zostaje ta nieszczęsna biała sterta. Co robię, żeby nie marnować przy niej nieskończenie wiele cennych minut mojego życia? Upewniam się, że zgarnęłam dokładnie każdą sztukę, a później rzucam tą górę białych skarpetek na kolana mojego chłopaka i mówię: Tomasz, to twoja działka. 🙂