
Wiosny
Wiosną 2024 przemarzły mi drzewa. Zdążyły już zakwitnąć, a tuż przed majówką jeszcze przyszedł przymrozek i wszystko zepsuł. Mieliśmy dokładnie 17 wisienek, z czego 15 […]

Wiosną 2024 przemarzły mi drzewa. Zdążyły już zakwitnąć, a tuż przed majówką jeszcze przyszedł przymrozek i wszystko zepsuł. Mieliśmy dokładnie 17 wisienek, z czego 15 […]

Potrzebuję pobyć sama. Nie być częścią grupy. Na nowo odnaleźć moje sposoby na to, żeby strumień myśli popłynął, a sceny z mojej głowy nie uciekały, kiedy tylko próbuję je zapisać. Potrzebuję się nie inspirować, zamknąć w moim światku.

Nie spodziewałam się, że tak mi się spodoba. Nie wiedziałam też, że jest dość nowa (z 2020 r. – myślałam, że to już kilkunasto- lub kilkudziesięcioletni klasyk). Ten tytuł kojarzył […]

„Back to black” – album. „Back to black” – piosenka. Teraz jeszcze „Back to black” – film. Historia Amy Winehouse zawsze jakoś mnie wzrusza. A czy wzruszyłam się w kinie?

Dziś byłam w ogródku. Dorosła część mnie nosiła pięćdziesięciolitrowe worki ziemi, rozcinała je, rozprowadzała tę ziemię i mieszała ją z kompostem. Moje wewnętrzne dziecko było w tym ogródku po to, żeby obserwować toczące się tam życie.

Czy ogródek to odpoczynek czy tylko ciężka praca? Czego ten ogródek mnie uczy? Co w nim lubię?

Przypomniały mi o nim reklamy i płynące z nich ciągłe zachęty. Pokaż dziadkom swoją miłość. Pamiętaj, żeby dziś do nich zadzwonić. Spędź z nimi czas. Czuję jakiś dyskomfort, kiedy tego słucham.

Któregoś dnia obudziłam się i moje ciało wyglądało inaczej. Było większe, nie było już szczupłe i wysportowane, miało rozstępy w różnych miejscach, w których bym się ich nie spodziewała I – co być może najważniejsze, bo było przyczyną całego zamieszania – nie miało już 19 lat, tylko 28.

Jest coś przyjemnego w tym zmęczeniu, które mój mózg stale nazywa pierwotnym.

Jakoś przed świętami Bożego Narodzenia (2021 r.) Tomek, siedząc przy komputerze, powiedział nagle: „o, Coco jest nadal do adopcji”. Podeszłam, zaintrygowana, żeby dowiedzieć się, kim jest Coco i moim oczom ukazał się nieco nieporadny, ale bardzo starający się wyglądać poważnie szczeniaczek, z jednym uszkiem jeszcze nie do końca stojącym. Ustaliliśmy z Tomkiem, że na spokojnie zapytamy po świętach, co i jak, a później (jak dobrze pójdzie) w styczniu ogarniemy adopcję. I jakoś tak prawie zgodnie z planem wyszło, że wolontariusz przywiózł do nas Coco w sylwestrowe popołudnie. Jesteśmy beznadziejni w czekaniu.