Dzień babci, dzień dziadka
Przypomniały mi o nim reklamy i płynące z nich ciągłe zachęty. Pokaż dziadkom swoją miłość. Pamiętaj, żeby dziś do nich zadzwonić. Spędź z nimi czas. Czuję jakiś dyskomfort, kiedy tego słucham.

Rys historyczny

Moi dziadkowie nie żyją już od dawna. Jednego z nich nie zdążyłam nawet poznać. Drugiego trochę pamiętam – miałam dwa i pół roku, gdy byłam na jego pogrzebie. Z jedną babcią praktycznie nie miałam kontaktu. To była mama taty. Chociaż mieszkaliśmy dość blisko siebie, naturalne było, że się prawie nie odwiedzaliśmy. Do drugiej babci jeździliśmy częściej, bo mama o to dbała – bo trzeba i wypada. Jak teraz o tym myślę, te wizyty zawsze były dla mnie stresujące.

Zasady

Do babci Nastusi zawsze trzeba się było odpowiednio ubrać (i wiedziałam to bardzo dobrze, choć miałam tylko kilka lat). Trzeba też było uważać, co się mówi. Powiedzenie za dużo albo w nieodpowiedni sposób to było niemal jak danie jej broni do załatwienia jej córki, czyli mojej mamy. Babcia od zawsze lubiła krytykować i oceniać. Nie liczyło się to, że jesteśmy u niej teraz, tylko to, że przyjeżdżamy za rzadko. Mimo że w tamtych czasach bywaliśmy u niej (z tego co pamiętam) dość regularnie. Zawsze narzekała, jak jej źle i że niedługo umrze. Oczekiwała też wdzięczności za różne rzeczy – głównie takie, których się wcale nie chciało, ale należało przyjąć i okazać radość (począwszy od cukierków, przez suchą bułkę czy inny obiad, po skarpety, swetry i inne ubrania). Bardzo ważne było, żeby nie urazić babci, ani nie sprawić jej przykrości.

Nie wolno było powiedzieć, że się nie było w kościele. Nie bardzo do tego kościoła chodziliśmy (czy może raczej: rodzice mnie nie zabierali, bo to jednak nie była moja odpowiedzialność, żeby pamiętać o bywaniu tam), musiałam kłamać i bardzo mnie to stresowało. Bałam się podchwytliwych pytań typu: „o czym było kazanie?”. Przecież babcia mogła o to zapytać, bo słuchanie i rozumienie kazania powinno być przecież dla kilkulatki rzeczą ważną i oczywistą. Zawsze się zastanawiałam, czy udałoby mi się coś zmyślić na podstawie kazań, które już kiedyś słyszałam i czy babcia by w to uwierzyła. Jestem prawie pewna, że kiedyś się przyznałam, że nie byłam w kościółku i babcia okazała mi swoje niezadowolenie tak wyraźnie, że prawdopodobnie więcej się na to nie odważyłam. Z czasem przestała pytać, więc jeden problem mniej.

Po „Chłopkach”

Przeczytanie „Chłopek” pozwoliło mi zrozumieć wiele rzeczy. Babcia nigdy nie opowiadała szczegółowo o swojej przeszłości, ale gdyby to robiła, jej historie prawdopodobnie przypominałyby te z książki (o tym, czego się od niej na przestrzeni wieeeeelu lat dowiedziałam, pisałam TUTAJ). Babcia urodziła się w 1934 roku. Po przeczytaniu „Chłopek” zdecydowanie bardziej potrafię sobie wyobrazić to, co mogła przejść przez wszystkie lata swojego życia. Rozumiem, skąd niektóre jej zachowania i że gdy się walczy o przeżycie, ciężko o rozwój emocjonalny.

Rozumiem też, dlaczego moja mama (i w efekcie ja i moja siostra pewnie też) jesteśmy wychowane w taki a nie inny sposób. I dlaczego od zawsze towarzyszy mi tyle lęku. Napisałam w głowie dla babci bardzo długie usprawiedliwienie. Jednocześnie czuję, że przyjęcie do wiadomości tego, jak bardzo naznaczyły ją jej czasy jest chyba jedynym, co mogę zrobić.

Dzisiaj

Mimo próby zrozumienia i tego krótkiego momentu, gdzie babcia naprawdę cieszyła się z wizyt i opowiadała o sobie trochę więcej (TUTAJ o tym pisałam), nie jestem w stanie włożyć więcej do relacji, która od zawsze była jednostronna.

Moja mama zapytała mnie kilka lat temu, dlaczego nie chcę jeździć do babci. Wydawała się tym zdziwiona, a ja zdziwiłam się, że w ogóle o to pyta. Wizyty dla babci zawsze były obowiązkiem. Nie wynikały z chęci ani z naszych relacji. Długo nie rozumiałam, po co do niej jeździliśmy. Przecież to nie było nic miłego, chyba dla nikogo z nas. Nie mogłam przy niej być sobą. Nie mogłam być przy niej dzieckiem. Dzisiaj wiem, że te odwiedziny miały spełniać oczekiwania babci. Siedzieliśmy przy stole, słuchaliśmy jej narzekania, komu pomogła, a nie okazał wdzięczności i że też za rzadko przyjeżdżamy i nie pamiętamy o niej w ogóle. A później do domu. Odhaczone. Można się cieszyć resztą dnia. Teraz, jako dorosła osoba, starająca się samodzielnie podejmować decyzje, nie widzę sensu w robieniu takich rzeczy. W podtrzymywaniu jednostronnych relacji.

Dzień Babci, Dzień Dziadka

Kiedy słyszę, żeby odwiedzać babcie i dziadków, bo życie jest krótkie i niedługo może ich z nami nie być, nie potrafię się tym przejąć. To nie sprawia, że nagle chcę zadzwonić do babci i z nią porozmawiać. Nie jestem pewna, czy kiedy umrze, będę za nią tęsknić. Można tęsknić za byciem zestresowaną i rozliczaną? Czy może mi brakować wizyt, podczas których miałam tylko słuchać, ładnie siedzieć i być grzeczną?

Babcia dobiega już dziewięćdziesiątki, od dłuższego czasu jest bardziej leżąca – w ostatnich latach przeszła przez nowotwór i coś pękniętego w nodze, ma też już problemy z rozpoznawaniem ludzi. Wiem, że jest coraz starsza i coraz bardziej krucha, ale i to nie sprawia, że chcę przy niej być albo wiedzieć, co u niej. Mimo całej mojej empatii, nie potrafię się zmusić i działać wbrew sobie, bo tak się powinno. Bo to przecież starsza osoba. (Na moje podejście na pewno ma też wpływ MOJA HISTORIA).

Przez relację z moją babcią mam dużo dystansu do historii o starszych ludziach. Kiedy czytam, że „Pan X lub Pani Y zrobili tyle dobrego, a teraz zostali sami i dzieci ani wnuki ich nie odwiedzają”, świeci mi w głowie czerwona lampka. Pewnie ktoś, kto ma cudowne relacje z dziadkami, nigdy tego nie zrozumie. Bardzo zazdroszczę takim osobom. Sama mam w głowie obrazek idealnej rodziny i bardzo bym chciała, żeby dało się go ułożyć z tych puzzli, które mam. Ale się nie da. Obrazek z moich puzzli opowiada inną historię. Wyobrażam sobie, jakich zaniedbań mogli kiedyś dokonać ci seniorzy. Jak mogły się czuć przy nich ich dzieci i wnuki, że teraz nie chcą przyjeżdżać.

Koniec

Nie wiem, jak skończyć tę notkę, bo myśli mam jeszcze dużo, ale Tobie już pewnie kończy się kawa/herbata/czas na czytanie. Dlatego zakończę w taki sposób: nie do każdej babci/nie do każdego dziadka chce się dzwonić z życzeniami. I jeśli czujesz, że nie chcesz – prawdopodobnie masz powody. I to jest okej.