
Pisanie jest bez sensu (ale tylko czasami)
Dziennikuję, robię notatki z książek, piszę teksty na bloga i posty na insta. Ale gdy przychodzi czas na napisanie jakiejś historii, mój mózg przełącza się w tryb „Pisanie jest bez sensu!”.

Dziennikuję, robię notatki z książek, piszę teksty na bloga i posty na insta. Ale gdy przychodzi czas na napisanie jakiejś historii, mój mózg przełącza się w tryb „Pisanie jest bez sensu!”.

Pewnie kojarzysz „jesieniarę” – osobę, która kocha jesień. Tylko czeka na pierwsze chłodne dni, żeby wyciągnąć ulubione kubki, herbaty i dekoracje, obstawić nimi siebie i cały dom i zagrzebać się w kocu z książką. A kim jest sezoniara?

Bardzo długo identyfikowałam się jako córka alkoholika, który później miał Alzheimera. To była olbrzymia część mojej tożsamości. Chyba nie do końca wiedziałam, kim jestem, jeśli się to odejmie. Co pamiętam teraz? Kim jestem dziś?

Momentami ogarnia mnie olbrzymi smutek, oczy wilgotnieją, nozdrza się rozszerzają, a oddech przyspiesza. Ja dożyję pewnie osiemdziesiątki, ale jak długo jeszcze będzie ze mną Nela?

Rower. Cudowne urządzenie, dzięki któremu z łatwością rozpoznaje się zmiany w terenie (z górki/pod górkę) i stan nawierzchni (gładko/wyboje). Można się też na nim przemieszczać.

Wiosną 2024 przemarzły mi drzewa. Zdążyły już zakwitnąć, a tuż przed majówką jeszcze przyszedł przymrozek i wszystko zepsuł. Mieliśmy dokładnie 17 wisienek, z czego 15 […]

Potrzebuję pobyć sama. Nie być częścią grupy. Na nowo odnaleźć moje sposoby na to, żeby strumień myśli popłynął, a sceny z mojej głowy nie uciekały, kiedy tylko próbuję je zapisać. Potrzebuję się nie inspirować, zamknąć w moim światku.

Przypomniały mi o nim reklamy i płynące z nich ciągłe zachęty. Pokaż dziadkom swoją miłość. Pamiętaj, żeby dziś do nich zadzwonić. Spędź z nimi czas. Czuję jakiś dyskomfort, kiedy tego słucham.

Któregoś dnia obudziłam się i moje ciało wyglądało inaczej. Było większe, nie było już szczupłe i wysportowane, miało rozstępy w różnych miejscach, w których bym się ich nie spodziewała I – co być może najważniejsze, bo było przyczyną całego zamieszania – nie miało już 19 lat, tylko 28.

Zawsze opowiadałam tę historię tak samo: kiedy umarła moja poprzednia towarzyszka, po paru dniach zaczęłam przeglądać stronę schroniska i tydzień później już byłam na spacerze zapoznawczym, z którego wróciłam z Nelą. Przygotowując się do napisania tej notki przejrzałam wiadomości na messengerze i odkryłam, jak było naprawdę. Wytrzymałam bez psa nie tydzień, a trzy dni. TRZY DNI.