Już bliżej do końca stycznia niż do początku, a mnie udało się nie tylko podsumować zeszły rok, ale też spisać to, co chciałabym zrobić i zmienić w ciągu kolejnych 11 miesięcy. Gotowi?

Szczerze mówiąc wahałam się, czy publikować tę notkę, bo – jak już może zdążyliście zapamiętać – nie lubię mówić o swoich planach, żeby nie musieć tłumaczyć się z postępów (lub, co gorsze, ich braku). Ostatecznie jednak wziął górę noworoczny hurra optymizm i uznałam, że notka na ten temat z zeszłego roku była dla mnie przydatna i fajnie się do niej wracało, więc niech podobna pojawi się też teraz.

Tak jak wcześniej, podzieliłam swoje plany na trzy kategorie. Cele nie są wielkie ani odkrywcze – są takie w sam raz, żeby się z nimi nie spinać, móc się ucieszyć z ich realizacji, a później móc się ucieszyć z dodatkowych rzeczy, które (mam nadzieję) uda się zrobić.

Blog

Intensywnie zastanawiałam się, co z tą moja regularnością i dlaczego tak słabo. Znalazłam dwie główne przyczyny: 1. teksty inspirowane życiem – a czasem, wiadomo, po prostu nic się nie dzieje; 2. za dużo zastanawiania się, czy powinnam o czymś pisać/coś publikować – bo może za bardzo o mnie, za smutne, za [wstaw cokolwiek].

Postanowiłam skorzystać z bardzo prostego rozwiązania, jakim są cykle. Postanowiłam, że raz w tygodniu będę publikować notkę na jakiś temat (aktualnie wychodzi mi, że jeden cykl to będą 3-4 notki) i to będzie ten wpis, którego będziecie mogli być pewni. Jeśli w moim życiu wydarzy się coś szalonego albo zwyczajnie będę chciała napisać o czymś poza cyklem, będzie to dodatkowa notka w tygodniu.

Wpisy z cykli będą prawdopodobnie różnić się trochę od tych, które pojawiały się do tej pory. Ponieważ naprawdę chciałabym przełamać się i zacząć pisać o wszystkim, co mam w głowie (więc, co za tym idzie, nie tylko o tych dobrych i zabawnych rzeczach), te notki będę starała się pisać faktycznie z wnętrza.

Uznałam, że blog to jednak moje miejsce w sieci i mogę tu pisać dokładnie to, co mi w duszy gra (utwierdził mnie w tym Klub Ot… a dobra, już przecież wiecie, bo nie raz o tym zdążyłam wspomnieć… :D), więc tu chodzi mi przede wszystkim o pisanie. Liczę na to, że im więcej będę pisać, tym więcej pomysłów zacznie mi się pojawiać w głowie, więc… Spróbujmy z cyklami! 😀

Pierwsza tego typu notka pojawi się prawdopodobnie w lutym, ale nic więcej nie powiem. Nie wiem też, który cykl będzie pierwszy i ile ich będzie – może się okazać, że rozpiszę się na tyle, że cykle nie będą już potrzebne. A może też mi się spodobać taka forma i zostanę przy niej na dłużej. Tego elementu już nie planowałam. 😀

Instagram

Tu miałam trochę wątpliwości, w którą stronę się ruszyć, więc postanowiłam zadać osobom, które mnie tam obserwują, kilka pytań (np. czy chętniej przeglądają zdjęcia/czytają posty czy oglądają Instastories, czy zaglądają tutaj na bloga, czy czegoś im brakuje na profilu, a co im się podoba). Wypowiedziało się tylko kilka osób z około 70, ale to wystarczyło, żeby utwierdzić mnie w moich planach.

Zaczęłam od tego, że tu również chciałabym wprowadzić większą regularność, czyli przynajmniej 1 nowe zdjęcie w tygodniu. Być może będzie to tylko instawtorkowa fotka, a może uda się dorzucić jedną ekstra. 😀

ALE! Odpowiadając na zadane przeze mnie pytania wszyscy zgodnie stwierdzili, że jednak chętniej przeglądają Instastories. Stąd drugie postanowienie – żeby być tam bardziej aktywną. Ponieważ w zeszłym roku przełamałam się i zaczęłam mówić do telefonu (choć wciąż czekam, aż będę sama w domu, żeby to zrobić), uznałam, że chcę to podtrzymać. Wiem, że nie zawsze będę mogła możliwość/ochotę, żeby się pokazać i powiedzieć parę słów, ale będę dążyć do tego, żeby codziennie pojawiło się choć kilka relacji.

A to prowadzi nas do kolejnego punktu. Doszłam do wniosku, że bardziej niż na odsyłaniu do bloga zależy mi na docieraniu do ludzi z moimi tekstami. Dlatego teraz, oprócz informacji o nowej notce i wrzucenia do niej linka, będę też wrzucać jej screeny właśnie na Instastories. Powinno to ułatwić sprawę osobom, które może i by chętnie przeczytały, co tam nawymyślałam, ale nie mają czasu/zapominają/wpisz cokolwiek wejść na bloga. Rozumiem to, bo sama często sobie myślę, że wrócę do tego później i nigdy nie wracam – łatwiej jednak ogarnąć treści bez wychodzenia poza Instagram (choć są takie osoby, w których linki do tekstów klikam od razu). 😀 Zostawiam sobie jednak furtkę – pewnie będą wpisy, które będą za długie lub uznam je za zbyt osobiste, żeby zarzucać nimi Instastories. Wtedy – tak myślę na ten moment – wrzucę screeny z kilku pierwszych akapitów i jeśli kogoś to zainteresuje to być może przejdzie doczytać resztę na blogu. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. 😀

Planuję też być bardziej aktywna na innych profilach, bo często widzę zdjęcie i serducho to jeszcze zostawię, ale komentarza to nie – a jednak to też ważne, bo w końcu dlatego obserwuję różne osoby, że doceniam to co robią i chcę, żeby o tym wiedziały.

No i na koniec coś, co może będzie pozytywnym skutkiem zmian, jakie wprowadzam, czyli dotarcie do większej liczby odbiorców. Mam nadzieję, że moje działania spowodują, że powstała społeczność będzie jak spotkanie przy gorącej czekoladzie na puchatym dywanie. 😀

Ja!

Z wykrzyknikiem, bo nie ma się co cackać! 😀 Tu nie mam konkretnych planów w stylu przeczytać stos książek, nauczyć się nowego języka, zapisać 4 notesy swoimi tekstami.

W tym roku chciałabym przede wszystkim skupić się na tym, co lubię robić i co jest dla mnie ważne. Pod koniec zeszłego roku zrobiłam sobie test talentów Gallupa i wyszedł mi aktywator na trzecim miejscu. Z tego, co sobie poczytałam na ten temat, to aktywator odpowiada za tzw. słomiany zapał – jeśli wpadnę na jakiś pomysł, to typ zaraz chce go realizować i robi to do pierwszej napotkanej przeszkody. Nie mam zamiaru gościa hamować w tym roku. Jeżeli popchnie mnie do nauki francuskiego po to, żeby porzucić ją po dwóch miesiącach, a później do niej wrócić po kolejnych czterech – niech tak będzie!

Odkąd pod koniec roku zaczęłam trochę bardziej robić rzeczy tylko dlatego, że chciałam, bez rozważania, czy można na tym zacząć później zarabiać i przekuć to w biznes, z którego będzie się można utrzymywać do końca życia, jest mi łatwiej. 😀

Ogólnie chciałabym pamiętać o znajdowaniu czasu tylko na własne przyjemności, żeby odpoczywać zanim dojdę do krytycznego momentu, w którym mam dość wszystkich i wszystkiego.

A to po to, żeby mieć chęci do działania i rozwoju, żeby mój mózg był sprawny i szybki, żebym na cięte riposty wpadała od razu, a nie tydzień późnej pod prysznicem, kiedy zamiast tłumu gapiów mogą klaskać tylko butelki szamponu. (Na bank by klaskały, gdyby miały ręce! 😀 )

Jak widzicie, to naprawdę ogólne plany – ale akurat w tej kategorii czuję, że narzucenie sobie konkretnych liczb, godzin, czynności, kompletnie mnie zablokuje, więc tego nie robię i zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Podsumowanie

Pisząc tę notkę (na podstawie rozrysowanej w planerze wizji) jestem wypoczęta, kończę niemal dwutygodniowy urlop, jestem pełna radości z życia i chęci do działania. Mimo to starałam się myśleć racjonalnie i pamiętać, że dzieje się życie. Wydaje mi się, że nawet, gdy znów będę niewyspana, okrzyczana przez klientów i zwyczajnie zmęczona, to uda mi się zrealizować ten plan minimum, który tu sobie założyłam.

Pozostaje mi ładnie Was poprosić, żebyście trzymali kciuki. 😀