Ostatnio przez dłuższy czas byłam dorosła - ogarniałam mieszkanie, gotowałam, robiłam pranie, chodziłam do pracy... Takie tam nudne, codzienne rzeczy. I było tyle tych ważnych spraw do załatwienia, że zupełnie zapomniałam rezerwować czas na rozrywkę albo hobby typu bas i blog. Aż tu pewnego dnia kolega zapytał mnie: "Ej, nie miałaś czasem Don't Starve?" - owszem, miałam! I od razu zainstalowałam.

Muszę się przyznać, bo powinniście to wiedzieć – jestem fanką gier komputerowych. Będę tym rodzicem, który wie, że gry online nie da się zapauzować.

Zaczęło się niewinnie, jak brat pokazał mi Simsy (jeszcze wtedy pierwszą część), a później już poszło – Tomb Raider, Need for Speed, Assassin’s Creed… Miło wspominam LAN Party z bratem, kiedy graliśmy w Serious Sama – a jak założyłam konto na Steamie, to i w Left4Dead i Magickę. Łezka się w oku kręci na myśl, ile bitew wspólnie stoczyliśmy i ilu wrogów wysadziliśmy w powietrze. 😀

Wspomniany we wstępie kolega przypomniał mi o innej grze, na którą miałam fazę – Don’t Starve – i mówi: musimy zagrać razem!

Źródło: YouTube

Tym z Was, którzy nigdy nie słyszeli o tej grze, tłumaczę: trzeba w niej przeżyć. Szukamy jedzenia, polujemy, zbieramy różne rzeczy, z których możemy później wytwarzać przedmioty, a od czasu do czasu coś nas atakuje – na przykład Enty, jeśli ścinamy za dużo drzew. Żaby też są groźne. W zasadzie z góry można założyć, że wszystko chce nas zabić i na tym polega cała zabawa (nie tylko mnie to bawi, prawda?)

Umówiliśmy się na środę, a ja zaczęłam ostry trening solo. Raz zabiły mnie dzikie psy, raz pingwiny – dzień jak co dzień w Don’t Starve. W końcu nadeszła środa. Po przejściu na czacie przez etap:

– Nie słyszysz, jak mówię, nie?

– No nie…

– Ustawiłaś, że ma odtwarzać ci dźwięk przez słuchawki?

– Oczywiście, że tak, nie jestem głupia! *ustawia, że ma odtwarzać dźwięk przez słuchawki* O, działa!

byliśmy gotowi do grania. 😀

I szło nam całkiem nieźle – ja pilnowałam obozu, polowałam, założyłam farmę, zbudowałam grilla, a kolega biegał po ekskluzywne towary, takie jak złoto, kamienie i sucha trawa. Jednej nocy biegaliśmy dookoła ogniska (trzeba się trzymać w obrębie światła – ciemność zabija), bo goniły nas cztery dzikie psy. Musieliśmy dotrwać do rana, żeby pobiec do wioski świń, które rozwiązały nasz problem. Ogólnie rozgrywka przebiegała bardzo przyjemnie, aż tu kolega wrócił z dalekiej wyprawy, wołając: patrz, co znalazłem!

Znalazł fire stick i spalił nasz obóz. Muszę się zastanowić, czy jeszcze kiedyś z nim zagram.