Szczeniaczek, Grubas, Bestia... Albo po prostu Nela. 150% owczarka, skompresowane w dwa razy mniejszym cialku. Dużo miłości, dużo zabawy... I dużo pracy. :)

Mój pies jest ze schroniska. Wzięłam ją, gdy miała około rok i niestety nie od początku wiedziałam, jak z nią pracować – zaowocowało to wizytą u behawiorysty. Odkąd adoptowałam Nelę żartowaliśmy, że uważa się za prawdziwego wilczura – tymczasem wygląda jak jeszcze niewyrośnięty szczeniaczek. Przestaliśmy z tego żartować, kiedy behawiorystka po 5 sekundach z Nelą stwierdziła: To jest owczarek! 150% owczarka! Cóż, Nela od początku wiedziała, kim jest, za to my musieliśmy się z tym oswoić. 😀

Myślałam, że jestem psiarzem

W domu od zawsze był pies – Nela jest moim czwartym – a ja od zawsze je lubiłam, rozpoznawałam rasy i w ogóle od dziecka uważałam, że znam się na rzeczy. Bo na przykład wiedziałam, że pies musi chodzić na spacery. Udało mi się też nauczyć naszego zwierza siadać, leżeć i podawać łapę na komendę. I… to tyle, ale czułam się znawcą. 🙂

Nelę wzięłam, mając 21 lat – poprzedni pies, Bella, trafił do nas, jakieś 12 lat wcześniej. Matematyka wskazuje, że byłam wtedy dzieckiem i byłam w temacie psów kompletnie zdana na wiedzę moich rodziców. Problem polegał na tym, że wtedy chyba aż tak się mówiło o sposobach pracy z psem, o ich psychice, a wiedza na ten temat nie była też tak ogólnodostępna jak dziś. Pamiętam, że miałam jakąś książkę o tresurze psów, którą jako dziecko uwielbiałam przeglądać, a gdy wróciłam do niej niedawno, z obecną wiedzą, z wieloma rzeczami się nie zgadzałam.

Bella, nasz poprzedni pies, też była ze schroniska. Pamiętam pierwszy spacer – szczekała na wszystko, na każdego mijającego nas człowieka, na każdego psa, wydawała mi się spięta i przestraszona. Wywiązał się dialog z moim tatą:

Ja: a może ona szczeka, bo się boi? Chyba ktoś jej kiedyś zrobił krzywdę i teraz się boi wszystkiego.

Tata: nie, szczeka, bo jest głupia. To jest najgłupszy pies, jakiego mieliśmy kiedykolwiek.

Ja: Podobno są psy psycholodzy i oni pomagają takim zwierzętom.

Tata: To jest naciąganie ludzi i wyrzucanie pieniędzy w błoto.

I tak właśnie przedstawiała się wiedza na temat psów, którą mi przekazano. Oczywiście dalej czułam, że Bella ma jakiś problem, ale nie potrafiłam jej pomóc. Z czasem się wyciszyła, obrałyśmy swoje spacerowe ścieżki, polubiła się z kilkoma psami… Przyzwyczaiłyśmy się do takiego stylu życia i dawałyśmy radę. Ale Bella, z racji wieku, niestety odeszła.

Nowy pies, nowe problemy, nowy punkt widzenia

Wytrzymałam bez psa niecałe 1,5 tygodnia. Później wypatrzyłam Nelę na stronie schroniska – w opisie była informacja, że psiak będzie wymagał nauki chodzenia na luźnej smyczy. Zaczęłam googlować, jak to zrobić, żeby zacząć ćwiczyć od pierwszego dnia i nagle otworzyła się tajemna furtka do wiedzy o wszystkich rzeczach, których dotąd o psach nie wiedziałam, choć przez całe życie miałam jakiegoś obok siebie.

Przywożąc Nelę do domu spodziewałam się, że brak umiejętności chodzenia na luźnej smyczy to jedyny problem, z jakim przyjdzie nam się zmierzyć. Oooo, jakże się myliłam…

W Neli od początku było bardzo wiele emocji, ale ja nie od razu potrafiłam sobie z nimi radzić – zaowocowało to kolejnymi problemami. Oczywiście instynktownie czułam, że pewne sytuacje ją stresują, więc intuicyjnie starałam się odwracać jej uwagę i przygotować ją na daną sytuację, zanim ta nastąpiła. W którymś momencie miałam jednak wrażenie, że moja praca przynosi zbyt powolne efekty i jedynie minimalnie łagodzi problem. I choć czytałam coraz więcej artykułów i starałam się trzymać metod, które wydawały mi się najbardziej logiczne, zabrakło mi pomysłów, jak pomóc mojemu psu. Miała długie spacery (30 minut – wydawało mi się to dużo), wybierałyśmy różne trasy, żeby się nie nudziła, jeździłyśmy na wybieg dla psów i starałam się reagować na każdą sytuację, zanim ona zareaguje – co jeszcze?

Behawioryści – para superbohaterów

Trafiłam na bardzo sympatyczną parę behawiorystów. Nie wiedziałam, czego się spodziewać po wizycie u nich i czy to czasem nie będzie to wyrzucanie pieniędzy w błoto, o którym mówił mój tata, ale okazało się, że wcale nie. Po pierwsze, dowiedziałam się, że wykonałam z psem dużą pracę i kierunek moich działań był słuszny. Po drugie, ważniejsze, dowiedziałam się, co robię nie tak – ale bez nieprzyjemnego wytykania błędów, a raczej poprzez pomoc w zaobserwowaniu niektórych zachowań. Na przykład okazało się, że mówię do psa zbyt stanowczym tonem – zaczęłam mówić spokojniej i od razu okazało się, że Nela chętniej mnie słucha i zwraca na mnie większą uwagę.

Przed wizytą wysłałam szczegółowy kwestionariusz, w którym opisałam problemy z psem, odpowiedziałam na pytania m.in. o żywienie, ilość spacerów, działania, które podjęłam, aby pozbyć się problemów… Dzięki temu wizyta przebiegła w sposób bardzo uporządkowany – po zdiagnozowaniu problemu, czyli głównie nadmiernej ilości emocji w psie, omówiliśmy plan działania, przećwiczyliśmy to, jak pracować z Nelą, a wszystkie zalecenia dostałam spisane na kartce, żeby nic mi nie umknęło. Miałam wydłużyć spacery i – co zdziwiło mnie najbardziej – regularnie ćwiczyć z psem komendy, aby zmęczyć go intelektualnie – w życiu bym na to nie wpadła.

Praca, praca, praca…

Kiedy już się coś zawali, trzeba wykonać podwójną pracę, bo najpierw trzeba oduczyć zwierza złego nawyku, a później nauczyć dobrego. Początki nie były łatwe. Miałam za zadanie wyciszyć psa, nauczyć go skupiania na sobie – próbowałam to robić, ale denerwowałam się, bo nie mogłam pojąć, jakim cudem pies najpierw patrzy na mnie, a zaraz po tym traci koncentrację i gapi się zupełnie gdzie indziej, bo coś jej zaszeleściło w trawie.

Aż tu przyszedł taki dzień, że byłam na zakupach. Stałam już przy kasie, pani kasjerka podała mi sumę do zapłacenia… A ja akurat zagapiłam się na panią, która robiła zakupy przede mną. A właściwie patrzyłam na jabłko, które wypadło jej z torby i poturlało się po podłodze. Gapiąc się na to jabłko, uparcie próbowałam zapłacić za zakupy dowodem osobistym. W tamtej chwili zrozumiałam, co czuje mój pies.

Tak wygląda większość zdjęć mojego psa, jakie posiadam. 😀
– Nela, patrz na mnie!
– Nie.

Najważniejszy wniosek

Każdy spacer to praca – reakcja na daną sytuację, zanim pies zdąży na nią zareagować i czujne wychwytywanie dobrych zachowań, aby je nagradzać. Stosując się do zaleceń, zauważyłam szybką poprawę w zachowaniu Nelki. Nie jest jeszcze idealnie, np. z większością obcych psów nie możemy się minąć z bliskiej odległości, bo zaczyna się szczekanie. Najpierw szczeka Nela, później ten drugi pies, później wszystkich nas ponosi i szczekam też ja i ten drugi właściciel… 😀 Jednak najważniejszy wniosek, jaki wyciągnęłam, jest taki, że pies jest odbiciem tego, jak z nim pracuję i nie mogę wymagać od niego niczego, czego go wcześniej nie nauczyłam. Jeżeli widzę, że Nela łatwo się denerwuje i ma problemy ze skupieniem, wracam do tego, co działo się wcześniej. Czy miała dostatecznie długie spacery? Czy i jak długo ćwiczyliśmy z nią komendy? Czy coś ją wcześniej zdenerwowało i czy miała okazję rozładować później napięcie?

Nela jest pierwszym psem, którym zajmuję się od A do Z. Nie spodziewałam się takiej ilości pracy, to fakt. Ale to, czego się przy niej nauczyłam i jaką radość daje mi, kiedy w końcu zachowa się jak trzeba, pokazało mi, jak może wyglądać relacja z psem. I jest ona zupełnie inna niż z poprzednimi moimi psami.

Nela na tle swoich poprzedniczek też bardzo się wyróżnia… Ale o tym to już opowiem innym razem… 🙂