13 lutego skończyłam 25 lat. Ta notka powinna pojawić się w dniu moich urodzin, ale one mnie każdego roku zaskakują. Musiałam na spokojnie zjeść kawałek tortu i zastanowić się, czy cokolwiek z tej okazji pisać. Uznałam, że dobrym pomysłem będzie cofnięcie się o jakieś 10 lat, żeby pogadać z samą sobą.

Wchodzę, patrzę, siedzi ta sierotka – piętnastoletnia ja, ubrana w to, co nasunęło się jako pierwsze po włożeniu ręki do szafy. Znaczy – ona nie jest prawdziwą sierotką, zostanie nią dopiero za 6 lat. I to właściwie półsierotką, więc nie aż taka tragedia. Tego jej nie powiem, bo będzie jej smutno. Przekażę dobrą wiadomość – że jeszcze kilka lat, a do łask wrócą spodnie z wysokim stanem, więc nie będzie się musiała męczyć z biodrówkami.

– No, siema! – Zagajam radośnie, bo jestem teraz takim wesołym człowiekiem. – To ja, czyli ty, dziesięć lat później – wyjaśniam bez zbędnych wstępów, bo w końcu to ja, więc na bank sobie uwierzę.

I widzę, że patrzy na mnie i gardzi – mam makijaż! A przecież piętnastoletnia ja wie, że makijaż nie jest potrzebny, kiedy jest się inteligentną. To co, zgłupiałam przez te 10 lat, czy co?

– Nie martw się! – Szturcham ją łokciem. – Robienie makijażu to przydatna umiejętność i nie odejmuje IQ. Ale do rzeczy, nie mam dużo czasu. Jakieś pytania?

Widzę, że trochę się waha, ale w sumie na pewno jest coś, co chciałaby wiedzieć o sobie z przyszłości. Myśli, myśli i wiem, że chciałaby zapytać, czy będzie z tym chłopakiem, który teraz tak strasznie jej się podoba, ale w gruncie rzeczy dawno już zrozumiała, że nic z tego nie będzie, więc stwierdza, że to pytanie jest głupie.

– Nie będziesz z nim – przytakuję. – Ale w sumie dobrze, że wspominasz, zabawna historia, bo napisał do ciebie jakiś czas temu. Tylko przestał pisać, jak wspomniałaś o swoim chłopaku, z którym byłaś wtedy już prawie 3,5 roku.

– Czyli mam chłopaka! – Odzywa się w końcu sierotka, z nieskrywaną satysfakcją.

– Narzeczonego – poprawiam ją i pokazuję pierścionek. – Ma na imię Tomek i jest ekstra. Poznacie się za… O, w sumie już za rok! Ale jeszcze trochę minie, zanim zostaniecie parą. Ma teraz dziewczynę i w ogóle.

– Jest muzykiem?

– Nie, na szczęście! Ale śpiewacie razem o tym, co robicie. Ty sobie śpiewasz: Daaaamy psu miiiiiichę! A on dośpiewuje: michę, michę, miiiiichę!

Cóż, najwyraźniej tylko mnie to bawi. Zdążyłam już zapomnieć, jak poważna byłam w wieku piętnastu lat i jak bardzo nie lubiłam osób, które głośno się śmiały. No, to przestaję się śmiać i czekam dalej. I nawet się domyślam, jakie będzie kolejne pytanie – bo ona jest już na etapie, że zdaje sobie sprawę, że nikt jej nie powie, co robić dalej z życiem. Wie, do jakiego liceum pójdzie, ale właśnie niedawno okazało się, że nie wystarczy mieć dobrych ocen i wszyscy chcą wiedzieć, co dalej – choć dotąd każdy mówił, żeby jeszcze o tym nie myślała, bo ma czas. Co za bzdura!

– Jakie studia skończyłam? – Pyta w końcu.

I pewnie liczy na jakąś pomoc, ale to ten moment, gdy będę bezużyteczna.

– Wiesz, głupio wyszło… – zaczynam ostrożnie. – Żadne.

Oznajmiłam i czekam na pierwsze symptomy zawału, ale te ostatecznie nie występują.

– Bo? – Pyta krótko. I wiem, że znowu gardzi i myśli sobie, że znalazłam jakąś beznadziejną wymówkę, usprawiedliwiającą lenistwo.

W sumie to może powinnam jej powiedzieć, że policealna aktorska, że tata chorował, że będzie z nim w domu przez jakieś trzy lata… Hm, nie, bez sensu – jest jeszcze za miękka. Stopień hardości wzrośnie ze stopniem trudności – myślę sobie, bo już przez to przechodziłam i wiem, że sobie poradzi.

– Po prostu – odpowiadam w końcu, wzruszając ramionami. – Nie chciałaś. Tak, wiem, że zawsze było mówione, że pójdziesz – przewracam oczami, bo wiem, że zaraz by wyjechała z tym argumentem. – Ale spoko, z czasem przestaniesz słuchać innych i zaczniesz słuchać siebie i robić to, co chcesz.

Wiem, że jeszcze tego nie kuma, bo wydaje jej się, że już to robi. W końcu jest inteligentna – co od razu widać, bo nie jest pomalowana.

– To co ja robię w życiu? – Pyta, co jest dla mnie zrozumiałe, no bo co można robić bez studiów?

– Wychowujesz dziecko i pobierasz dodatki socjalne, no co masz robić bez wykształcenia i doświadczenia? – Odpowiadam pytaniem, starając się zachować kamienną twarz. Tym razem dostrzegam objawy stanu przedzawałowego i wnioskuję, że przeprowadza szybką analizę, jakim cudem sprawy tak jej się skomplikują w wieku dwudziestu pięciu lat, skoro teraz ma piętnaście i jeszcze się nawet nie całowała. Nie wytrzymuję i parskam śmiechem. – Nie no, luz! Jesteś handlowcem! Długa historia, to już następnym razem ci wyjaśnię. Proszę bardzo, to twój stan konta, to twoje oszczędności, to zdjęcie twojego psa, a to Tomek. A, no i piszesz bloga! Czyta go… Czekaj… No, z ludźmi z biura, to jakieś sześć osób!

– Szał… – tym razem ona przewraca oczami. Rany, jak ona mnie wkurza!

Wolę nie opowiadać jej, że nie słucha już aż tyle metalu, przeszła przez jazz, a ostatnio weryfikuje nawet twórczość Taco Hemingwaya. Nawet nie wspominam, że przez długi czas niczego nie napisze, bo jej kreatywność pójdzie sobie gdzieś na parę lat i trochę minie, zanim się znów rozkręci. Lepiej też przemilczeć, że minie jej marzenie o zostaniu jakąś tam muzyczną gwiazdką, bo wiem też, że to ok, bo po prostu będą dla niej ważniejsze rzeczy.

I pamiętam też doskonale wszystkie momenty, w których będzie tak ryczeć w poduszkę, że nie będzie w stanie się uspokoić i złapać głębszego oddechu – a to sprawia, że postanawiam jej powiedzieć jeszcze jedną rzecz:

– Słuchaj, lada moment zrobi się ciężko, ale poradzisz sobie. Ostatecznie wszystko się wyprostuje, odpoczniesz… I brzmi to strasznie ch…wo – piętnastoletnia ja zapowietrza się, słysząc tak wulgarne słowo z moich ust – ale zaufaj mi, że będzie dobrze.

Klepię ją po ramieniu, po czym wstaję i idę… do jakiegoś tam miejsca, w którym zaparkowałam mój wehikuł czasu. Po drodze mijam piętnastoletnią Baśkę, która obecnie ma już magistra. Mam ochotę ją zatrzymać i powiedzieć, że ona akurat będzie z tym chłopakiem, który jej się tak strasznie teraz podoba, ale będzie musiała poczekać jeszcze jakieś cztery lata, zanim on zrozumie, jaka jest wspaniała. Niestety, nie pamiętam, na jak długo opłaciłam parking, więc rezygnuję i gnam do wehikułu, żeby nie dostać mandatu.