Joanna Krzemińska

Jak mieć czas na twórczość? Zacznij od jednej rzeczy

Jak mieć czas na twórczość? Zacznij od jednej rzeczy

3 komentarze

Znasz to? Wychodzisz z domu wcześnie rano, żeby na ósmą dotrzeć do pracy. W ciągu następnych godzin wypełniasz swoje zawodowe obowiązki, starając się jednocześnie zapamiętywać wszystkie twórcze pomysły (bo, jak już wiemy, wena przychodzi wtedy, gdy nie mamy dla niej czasu). Odtwarzasz tę listę w myślach, bo każdy pomysł jest wart rozpatrzenia. Wystarczy chwila nieuwagi, żeby świetny dialog, który dźwięczy Ci w głowie, zaczął brzmieć jak wyrwany z „Trudnych spraw”. Wracasz do domu, obiecując sobie, że znajdziesz chwilę na to, żeby siąść do swoich twórczych zajęć.

5 sposobów na brak weny

5 sposobów, jak poradzić sobie z brakiem weny

3 komentarze

Zanim odpowiem, zadam Ci pytanie – która sytuacja jest Ci bliższa? Pierwsza: zachód słońca. Cisza, spokój, wino w kieliszku. Słyszysz swoje myśli, w tle być może gra ulubiona piosenka. Nie ma znaczenia, czy akurat piszesz, czy malujesz – przychodzi Ci to z łatwością i wiesz, że Twój pomysł jest naprawdę świetny. Wszystko pod kontrolą – jesteście tylko Ty i Twoja twórczość. Sytuacja druga: masz godzinę dla siebie i MUSISZ coś w tym czasie stworzyć, bo inaczej zwariujesz. Niestety, wszystkie pomysły pochowały się po kątach, na telefonie wyskoczyło nowe powiadomienie,
a chwilę później kolejne. Znów ktoś coś od Ciebie chce, a Tobie ucieka właśnie ta ostatnia sensowna myśl, która przed chwilą była
w Twojej głowie. Brzmi znajomo, prawda?

Notes i pisaki

Czas na zmiany!

Jestem z tych osób, dla których jesień to taki mały nowy rok. I wprawdzie zmian, które nadeszły, wcale nie planowałam, to one już się dzieją i musisz o nich wiedzieć, żeby na Chaotycznym Niecodzienniku nie zapanował prawdziwy chaos. 😀 A zatem – co się zmienia?

O tym, jak wyszłam za mąż

Budzę się jak zwykle. No, może trochę wcześniej i trochę mniej wyspana i psioczę w głowie na reguły patriarchatu, na które przystałam, bo ja muszę umyć i wysuszyć włosy, pojechać do fryzjerki, a później oddać się w ręce makijażystki, podczas gdy mój (wtedy jeszcze) przyszły mąż po prostu pojedzie do swojej mamy i tam założy smoking. W mieszkaniu jest też trochę bardziej pusto niż zazwyczaj – Nela jest w hotelu dla zwierząt. Trochę się stresuję, bo wiem, że nie najlepiej znosi obecność tam i źle reaguje na inne psy, choć podczas wizyty zapoznawczej chętnie się z nimi bawiła. Wiem jednak, że jest w dobrych rękach, a właścicielka hotelu na pewno ją wyspaceruje, wybawi i wygłaszcze, aż poczuje się dobrze. Więcej zmartwień dziś nie mam. Dziś biorę ślub.

Kiedyś wolałam chłopaków

Tak, jestem jedną z tych dziewczyn, która „nie była jak inne dziewczyny” i której zawsze było „łatwiej się przyjaźnić z chłopakami”. Te relacje naprawdę zawsze były dla mnie prostsze. Pierwszy raz odczułam to na początku piątej klasy, kiedy dziewczyny wróciły już odmienione. Były nastolatkami. Część miała już ładniejsze fryzury, część trochę modniejsze ciuchy. Dyskutowały o piosenkarzach, których nazwiska nic mi nie mówiły i którzy – jak się okazało po wygooglowaniu – wykonywali utwory, które średnio mi się podobały, ale byli przystojni. Wypadłam z dziewczyńskiego kręgu, bo straciłyśmy wspólne tematy do rozmowy. Nie ogarniałam za bardzo mody, dużo wtedy czytałam i grałam na komputerze nie tylko w Simsy, co wtedy było uznawane za chłopięce zajęcie. W domu też często słyszałam, że mam męski charakter, bo nie łapałam aluzji i sugestii i jeśli coś miało być zrobione, to musiałam mieć konkretną listę zadań i konkretny termin wykonania.

A ty noś, noś, noś długie włosy

Ja i moja siostra zawsze miałyśmy długie włosy. Długie, czyli mniej więcej do pasa. Z jakiegoś powodu to zawsze był powód do dumy. Mnie, dziecko, napawała przerażeniem myśl, że kiedyś te włosy mogłyby się w jakikolwiek sposób zepsuć – przerzedzić, zniszczyć, stracić blask. Odkąd pamiętam, mam nawyk dwukrotnego mycia i nakładania odżywki, co zapewniało kosmykom odpowiednią kondycję i efekt wow, kiedy zachodziła taka potrzeba. Jednak w odróżnieniu od włosów Roszpunki z Zaplątanych, które miały magiczną moc leczenia i odmładzania, moje po prostu sobie wisiały i z czasem stawały się coraz bardziej uciążliwe. Ale żeby wyjaśnić, dlaczego obcięcie ich to nie było takie hop-siup, musimy cofnąć się w czasie o około 17 lat.

Przeterminowane przyjaźnie

Są takie momenty, że wydaje mi się, że jestem fatalnym materiałem na przyjaciółkę. Co prawda oduczyłam się już (prawie całkowicie) oceniać i radzić bez proszenia, ale moja pamięć ma ograniczoną pojemność, jeśli chodzi o bohaterów pobocznych wysłuchanych przeze mnie historii (zwłaszcza, jeśli ich nie poznałam), zwykle nie zauważam, że ktoś zmienił fryzurę, kiedy widzę, że koleżanka schudła to nie wyskakuję z gratulacjami, bo boję się, że powodem może jest jakiś negatywny czynnik, a nie dieta cud, a do tego rzadko się odzywam, żeby zapytać, co słychać.

Randka ze sobą

Od dłuższego czasu rzadko zostaję sama. Tak naprawdę SAMA – tylko ja, moje wewnętrzne ja, Nela i cały dom dla nas. Niemal codziennie bywam trochę sama w którymś pokoju, ale to nie to samo. Wieczorami umawiam się ze sobą raczej na burzę półmózgów, żeby ogarnąć bloga i Instagram, niż na imprezę. Za to kiedy przychodzi dzień na spotkanie z samą sobą, mam już gotowy zestaw rozrywek.